sobota, 9 lipca 2011

Rozdział 9 - Anonimowi


Nadszedł nowy dzień, lecz nie był to poniedziałek, tylko wtorek. Poprzedni dzień minął normalnie. Zaczęło się od budzika, który obudził każdą z Winx, podobnie jak dzisiaj. Potem dało się usłyszeć narzekanie Stelli, choć w końcu wszystkie dziewczyny przygotowały się do prowadzenia lekcji, które wyglądały całkiem luźnie. Popołudnie to dla czarodziejek czas wytchnienia od roli nauczycielki i spędzenia chwili razem z przyjaciółkami. Specjaliści zaś od rana mieli ciężkie treningi. Wakacje nie oznaczały dla nich całkowitej przerwy od wysiłku. Postanowili, że zaczną uczęszczać na dodatkowe zajęcia, odbywające się co kilka dni. Lubili trenować. Poprawiało im to samopoczucie i dawało dużą satysfakcję. Oczywiście, spotkania z dziewczynami też mieli w planach.


Stella obudziła się pod wpływem głośnego dźwięku i silnych wibracji pochodzących od budzika. Jako, że dzisiaj był ostatni dzień, kiedy musiała uczyć, powstrzymała się od negatywnych komentarzy na temat wczesnej pobudki. Reszta dziewczyn wstała tak samo jak zwykle, ale każda w głębi duszy cieszyła się, że to już prawie koniec roku szkolnego. Stella uznała, iż dobrze będzie wyszykować się jeszcze lepiej niż zwykle, więc zablokowała łazienkę na dłużej. Nie stanowiło to problemu dla reszty, ponieważ czas, o który przedłużyła pobyt w łazience, równał się temu ile odkłada wyjście z łóżka po tym jak budzik zadzwoni. W końcu każda z czarodziejek doczekała się na swoją kolej. Niedługo potem wszystkie wyruszyły na skrócone lekcje, ponieważ kilku innych nauczycieli zorganizowało swoje wycieczki dla uczennic.


Winx bardzo zadowoliło to, że skończyły lekcje o pierwszej po południu. Aczkolwiek nie trwało to długo, ponieważ gdy szły razem korytarzem, ujrzały Faragondę z zadaniem.

— Witam nauczycielki! — przywitała je.

— Dzień dobry, pani Faragondo — powiedziała Bloom oficjalnym głosem. Miała nadzieję, że nie trzeba będzie nic robić, ale na marne.

— Jak pewnie wiecie, już jutro jest zakończenie roku szkolnego. Trzeba dokończyć uzupełnianie świadectw i powypisywać dane na dyplomach.

— Jeśli trzeba to zrobić, to podejmiemy się tego... — powiedziała trochę niezadowolona Stella, choć nie pokazywała tego.

— Wiem, że pewnie chciałyście gdzieś wyjść i spędzić razem czas, ale musimy to zrobić. Będę pracować razem z wami, więc ze dwie albo trzy godziny wystarczą — oznajmiła.

— Dobrze. bierzmy się do pracy! — nalegała z zapałem Stella i sama się sobie zdziwiła, że ma na to taką ochotę.

— Świetnie, chodźmy! — odpowiedziała ucieszona Faragonda. Chwilę później, wszyscy zjawili się w gabinecie dyrektorki i zabrali się do papierkowej roboty.


Tymczasem w lesie, nieopodal Alfei.

— W piątek odbędzie koncert w mieście. Wybieracie się na niego? — spytała Vera.

— Pójdę — stwierdziła Iza.

— Ja też. Winx zagrają! — powiedziała Roxy.

— To świetnie, chętnie ich posłucham — oznajmiła Vera.

— A z jakiej okazji jest ten koncert? — spytała Iza.

— Z okazji rozpoczęcia wakacji. Już od dwóch tygodni to przygotowują. Ponoć ma to być jedno z największych wydarzeń w całym Magixie! — odpowiedziała czarodziejka zwierząt.

— Tylko Winx zagrają?

— Nie tylko. Każdy nowy, bardziej znany zespół weźmie udział.

— Aha... Ile to kosztuje? I o której się zaczyna?

— Gdy byłam w mieście z Winx i specjalistami, dostałyśmy zaproszenia za darmo. Godziny rozpoczęcia koncertu nie pamiętam. Na tych zaproszeniach jest napisane. Później mogę się tego dowiedzieć.

— Jakbyś mogła — poprosiła Vera.

— Ok, to dla mnie żaden problem — przyznała Roxy.


Chwilę potem głęboko w lesie, w jaskini anonimowi postanowili wziąć się do pracy. Zaczęli snuć plan uprowadzenia Roxy.

— Wiesz, nie wiem czy jest sens robić bardziej szczegółowy plan. Gdy byliśmy w sobotę w mieście wszystko już zaplanowaliśmy.

— To za mało. Uprowadzenie tej dziewczyny może nie być takie proste.

— Dlaczego? Jest czarodziejką, która nie ma żadnego doświadczenia we władaniu magią.

— Skąd to możesz wiedzieć?! Co jak się czegoś nauczyła?

— Nie sądzę.

— Luka w informacjach może nas sporo kosztować. Popełniliśmy duży błąd. Powinniśmy byli ją śledzić...

— Racja. Według mnie nie umie czarować, ale nie zabierzemy jej na oczach tysięcy widzów!

— Tym zajmiemy się później. Nadszedł czas, abyśmy nadrobili zaległości.

— To… Śledzimy ją?

— Tak, ale musimy zająć się tym natychmiast. Straciliśmy już zbyt wiele czasu.

— Rozumiem. Chodźmy się czegoś dowiedzieć. W nocy wrócimy do kryjówki i podsumujemy wszystko.

— Dobry pomysł. Wychodzimy. Zamknij drzwi na klucz.

Mężczyźni opuścili kryjówkę. Zabrali niezbędny sprzęt i ruszyli lasem. Udali się w kierunku Alfei. Po dziesięciu minutach spaceru doszli do wniosku, że w tym tempie droga potrwa zbyt długo, więc zaczęli biec. Nie spodziewali się, że ktoś będzie w lesie, dlatego głosy trzech dziewczyn ich zdziwiły. Znaleźli wysokie drzewo i wspięli się prawie na sam szczyt. Nasłuchiwali i dzięki temu odnaleźli kierunek z którego pochodzą głosy. Wyciągnęli lornetki i zaczęli przyglądać się czarodziejkom.

— Ty, tam jest Roxy!

— Tak, widzę. Zwróć uwagę, że nie jest sama.

— Roxy chyba znalazła sobie koleżanki. Może być trudniej niż myślałem.

— To zależy od tego co one potrafią... Nie wyglądają mi na zbyt silne czarodziejki – podsumował. Anonimowi dalej patrzyli i słuchali. Sprzyjała im słoneczna, lecz nie upalna pogoda oraz całkiem wygodne drzewo i gałąź z której obserwowali dziewczyny. Mieli ze sobą trochę smacznego jedzenia i dwie butelki coli. Problemem stała się tylko ich cierpliwość. Niby mieli jej w zapasie, ale tematy rozmów, których słuchali po prostu ich nudziły, lecz nie dali się. Czekali, aż stanie się coś ciekawego. Po mniej więcej godzinie ich czekanie nie poszło na marne.

— Patrz! Używają czarów — mówił drugi z anonimowych.

— Widzę. Jakaś telekineza, ale spójrz jak słabo jej idzie unoszenie tym czarem. Mamy jeszcze wiatr. Całkiem nieźle. Roxy używa jakichś czarów związanych ze zwierzętami. I co? Nie umie czarować?

— Przyznaję, miałeś rację. Zaraz to zapiszę. Ty obserwuj – wydał polecenie. Drugi mężczyzna wyciągnął z plecaka notatnik i od tej pory notował wszystko, co stanowiło ważną informację. Mężczyźni nadal obserwowali dziewczyny aż w końcu, około godziny wpół do czwartej, udały się w kierunku Alfei.

— Idziemy za nimi?

— Tak. Może zobaczymy jeszcze coś ciekawego.

I wyruszyli niezauważalnie za Roxy i jej koleżankami. Przeskakiwali z jednego drzewa na drugie, jednak w pewnej odległości, aby nie było ich słychać i widać. Wszystko szło zgodnie z planem, aż do pewnego momentu.

— Cholera! — powiedział drugi z łowców i zaczął błyskawicznie spadać na ziemię, wykonując w powietrzu różne, śmieszne akrobacje. Starał się łapać gałęzi, by zmniejszyć prędkość z jaką leciał. Udawało mu się to całkiem nieźle, ale i tak uderzył w ziemię. Pierwszy mężczyzna to zauważył i zszedł na dół.

— O k****. Moje plecy!

— Co się stało? — zapytał leżącego na ziemi kolegę, śmiejąc się przy tym.

— Cholerne pnącze! Zahaczyłem się w powietrzu i spadłem!

— Nic nie połamałeś?

— Raczej nie. Jestem dość wytrzymały. Chodźmy. Mam nadzieję, że tamte dziewczyny nic nie słyszały. — mówił, lecz się mylił. Gdy zderzył się z ziemią, ptaki siedzące na pobliskich drzewach wystraszyły się i wzniosły się głośno w powietrze, co zwróciło uwagę dziewczyn.

— Co to było?! — spytała trochę wystraszona Roxy.

— Ptaki. Nic nadzwyczajnego — zasugerowała Iza.

— No, ale tak głośno? Tam musiało się coś stać!

— Chcesz tam iść? — zapytała Vera.

— Trzeba to sprawdzić — postanowiła czarodziejka zwierząt. Dziewczyny zawróciły. Tymczasem, drugi mężczyzna wstał, przeklinając przy tym.

— Zbieraj się i włazimy z powrotem na drzewa. Obawiam się, że mogły to jednak usłyszeć — oznajmił pierwszy, a następnie oboje wdrapali się na drzewo i siedzieli cicho. Lada moment przybiegły czarodziejki.

— Mało brakowało — szepnął pierwszy.

— Nic tu nie ma. Chodźmy, Roxy — prosiła Vera.

— Dobra, wracajmy. Rzeczywiście się myliłam – stwierdziła dziewczyna, a potem wszystkie wróciły do Alfei.

— Starczy ci sił by iść dalej? — zapytał pierwszy mężczyzna.

— Dam radę. Jednak tę drogę chciałbym przejść normalnie, a nie jak wiewiórka.

— Ok. Gdy dojdziemy na miejsce, znowu wejdziemy na górę.

Anonimowi wyruszyli na łowy. Mieli nadzieję, że dowiedzą się jeszcze kilku ciekawych informacji. Niestety, stracili niepotrzebnie czas. Zobaczyli tylko jak Roxy cieszy się do Winx.

— Słodziutkie, nie ma co — powiedział ironicznie pierwszy z łowców.

— To wracamy? — zapytał drugi.

— Nic tu po nas — odpowiedział pierwszy.

Mężczyźni wrócili już normalną drogą w cieniu drzew do swojej kryjówki, żeby tam poddać analizie zgromadzone dzisiaj informacje.


W tym samym czasie dziewczyny z klubu Winx zakończyły już prace nad świadectwami i dyplomami. Jak zawsze spotkały się z Roxy. Udało im się także załatwić bilety dla Very i Izy. Jako, że szły razem z Roxy, Winx uznały, że pójdą razem z nimi w jednej grupie. Słońce powoli zachodziło. Dla czarodziejek, specjalistów i anonimowych mężczyzn był to dosyć ciężki dzień.





Nie mogłem się powstrzymać z tym "o k****", tak fajnie tu pasowało. Takie teksty będą raczej należeć do rzadkości, ale musiałem wykorzystać okazję. xD


Były problemy ze zrozumieniem który z anonimowych jest który? Pierwszy, to ten, co bierze wszystko (no prawie) na poważnie i planuje. Drugi, co spadł z drzewa i miał wątpliwości, co do dalszego opracowywania planu. Piszcie czy się podobało, potrzebuję komentarzy. :)


Ostatnio zmieniłem obrazek w nagłówku. Powinienem gdzieś napisać, czego użyłem do wykonania go?

3 komentarze :