Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie - seria 3. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie - seria 3. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 72 - Żegnaj


Noc spędzona w Alfei minęła naszym bohaterom długo, a nad ranem nikomu nie chciało się wstać. Panowała atmosfera niemocy i nikt nie miał ochoty kiwnąć palcem. Całe szczęście, że czarodziejki miały wrócić do roli nauczycielek dopiero za kilka dni, bo w ich obecnym stanie nie byłoby to możliwe.

Dopiero koło godziny jedenastej wszyscy stali na nogach. Winx kręciły się po Alfei, a specjaliści szykowali się na powrót do swojej szkoły. I pewnie dalej by tak było, gdyby nie to, że Layli, Florze i Bloom przyszedł do głowy pomysł na złożenie wizyty Musie. To była dobra myśl, ponieważ czarodziejki miały wolny czas, a termin powrotu Musy pozostawał nieznany. Reszta dziewczyn bardzo chętnie podchywyciła ideę, by zrobić niespodziankę ich przyjaciółce.

Specjaliści okazali się potrzebni głównie jako środek transportu, a konkretniej, ich maszyny. Oznaczało to, że czarodziejki nie leciały same. Co jednak z Riven'em? Czy on też powinien udać się do Musy? Czy ona chciałaby go widzieć?

W tym samym czasie, czarodziejka muzyki spędzała czas ze swoich ojcem, spacerując w okolicach ich domu. Ich dawne relacje powróciły, lecz temat magika dalej wywoływał nieporozumienia między nimi.

— Muso, mam do ciebie tylko jedną prośbę — odezwał się ojciec.

— Tak, tato? — Córka domyślała się, o co mu chodzi.

— Obiecaj mi, że już nie wrócisz do Riven'a — odpowiedział poważnym tonem.

— Nie wiem, czy mogę ci to obiecać. Naprawdę, nie wiem — mówiła zrezygnowana.

— Nie chcę, żeby znów zrobił ci krzywdę. Zasługujesz na kogoś lepszego niż on! — tłumaczył ojciec. Nie brał pod uwagę uczuć Musy.

— Tato, ja... — odezwała się, ale jej przerwano.

— Proszę, nie wracaj do niego. Nie oglądaj się za nim — kontynuował ojciec.

— Obiecać ci... — zastanowiła się. — Boję się to zrobić — przyznała. — Nie wiem, co się stanie w przyszłości i jak zmieni się Riven — wytłumaczyła szybko. Jej głos przestał być tak spokojny jak jeszcze chwilę temu.

— Niektórzy ludzie nigdy się nie zmieniają. Wierz mi — powiedział pewnie i dominująco.

— Ale ja wierzę, że on się zmieni i przestanie mnie ranić — mówiła z nutką nadziei.

— Chcę dla ciebie jak najlepiej, dlatego daję ci takie rady i chcę, żebyś skończyła z tym człowiekiem — powtórzył.

— Rady? Zmuszasz mnie... Wiem, że chcesz dobrze dla mnie, bo jesteś moim ojcem. Jednak, odbierając mi wolność wyboru, nie pomagasz mi. — Czarodziejka miała pewien opór przez powiedzeniem tego, ale w końcu to zrobiła. Ojciec zamilknął na parę chwil.

— Jesteś moim ojcem cały czas, ale ja nie jestem już małą dziewczynką. Jestem dorosła i za moje decyzje będę odpowiadać ja, a nie ty — dodała, przerywając tym samym ciszę.

— Niezupełnie — odezwał się ojciec.

— Co to znaczy? — spytała zdziwiona córka.

— Jeśli Riven pojawi się w naszej rodzinie, to będzie to też moja wina, ponieważ nie zrobiłem wszystkiego, żeby do tego nie dopuścić — wyjaśnił.

— Jeśli on nie będzie tego wart, w naszej rodzinie się nie pojawi. Zapewniam cię — przysięgła.

— Chyba zrobiłem już wszystko co w mojej mocy. Masz rację. Zrobisz, jak uważasz. Wierzę, że podejmiesz dobrą decyzję i nie pozwolisz mu tak łatwo wejść do naszej rodziny. Powinien się dobrze postarać po tym, co zrobił — mówił ojciec Musy.

— Oczywiście. Nie będzie mu ze mną tak lekko, jak dawniej. Stanę się dla niego dużo bardziej wymagająca, jeśli wrócę do niego — powiedziała tonem pełnym powagi.

Około południa, Winx i specjaliści znaleźli się już w Czerwonej Fontannie. Chcieli jak najszybciej znaleźć wolny statek i polecieć do Musy. Nasi bohaterowie ustalili dosyć niedawno, że miało to odbyć się w tajemnicy przed Riven'em, aby Musa nie musiała mieć z nim kontaktu. Tylko, czy rzeczywiście trzymanie tego w tajemnicy jest konieczne? Jeśli Riven'owi nie zależy już na tej czarodziejce, to raczej nie będzie miał ochoty lecieć na jej rodzinną planetę. Mimo to, wszyscy woleli ubezpieczyć się na wypadek mniej optymistycznej opcji.

Los najwidoczniej chciał inaczej, ponieważ na kilka minut przed odlotem, Riven przechadzał się akurat z puszką coli w pobliżu statku wybranego przez naszych bohaterów. Mężczyzna zauważył, że coś się dzieje i od razu zaczął zbliżać się do Timmy'ego. Ten głośno przełknął ślinę. Znalazł się w niewłaściwym miejscu i to na nim będzie spoczywać utrzymanie tajemnicy. Jego stres z każdą chwilą przybierał na sile.

— Hej, mózgowcu! — krzyknął i pomachał do niego z oddali. Kłopoty zbliżały się wielkimi krokami.

— Cz—cześć, Riven — powitał go magik. Wkrótce poczuł, jak wilgotne robią się jego dłonie.

— Co tam kombinujecie? — spytał z zaciekawieniem. Następnie napił się coli.

— Nic nie kombinujemy — odparł niewinnie, ale i mało przekonująco. Nie mógł znaleźć żadnej, wiarygodnej wymówki na szybko.

— Jak to? Przecież widzę, że ładujecie coś na statek — stwierdził.

— Nic wielkiego — zapewniał Timmy. — Mamy naszą wstępną misję... od... od Ellen i Alxira — mówił lekko drżącym głosem.

— Już? Tak szybko? — spytał lekko zaskoczony Riven.

— Czemu nie? Musimy być przygotowani na wypadek zagrożenia... — mówił ciut spokojniej.

— Ale skoro to misja od Ellen i Alxira, to mnie to nie dotyczy, prawda?

— Prawda, masz wolne. — Uśmiechnął się.

— Ta... — zastanowił się. — Nie dotyczy też Musy, no nie? Przecież ona również "nie zdała". Wiecie, co u niej?

— N—nie... — zawahał się.

— Co się stało? — spytał poważnym tonem i zmierzył go wzrokiem.

— Nie, nic — udawał.

— Przecież jesteś zakłopotany, mózgowcu. Zaczynasz się rumienić. Co jest? — ciągnął temat.

— Bo... Wiesz, mieliśmy do niej zadzwonić... Jak my mogliśmy o niej zapomnieć? No, jak? — grał rolę zawstydzonego.

— Nie wiem, mózgowcu. Niezbyt ładnie z waszej strony...

— To jest okropne!

— Ja tego nie zrobię. Raczej nie mam ochoty z nią rozmawiać, ona ze mną pewnie też nie...

— Obawiam się, że to bardzo prawdopodobne — powiedział dość szczerze.

— Dlaczego jesteś taki niemiły? Zwykle powiedziałbyś, że "wszystko będzie dobrze" albo "ułoży się wam". — Riven zauważył nietypowe zachowanie Timmy'ego.

— Po prostu wnioskuję tak po tym, jak skrzywdziłeś Musę. To wszystko.

— Tak, tak. Już to gdzieś słyszałem. Jestem odpowiedzialny za całe zło tego świata, ponieważ zerwałem z czarodziejką, do której nic nie czułem. Bla, bla, bla — szydził sobie i gestykulował przy tym rękoma.

— Chętnie bym jeszcze tak porozmawiał, ale musimy się sprężać z przygotowaniami do misji. Mamy już ustaloną godzinę na którą musimy się zjawić. — Timmy pragnął już tylko skończyć tę niepotrzebną rozmowę.

— A dokąd lecicie?

— Tajna informacja — odparł w sposób podobny do Ellen. Timmy uznał, że dobrze wybrnął z tego pytania. Tymczasem, Riven przypomniał sobie o elfce do której coś poczuł i zawadził mu jej brak. W wyniku tego, jakoś podświadomie stracił chęć do rozmowy.

Riven parsknął śmiechem — mającym zapewne zakamuflować skrywane uczucia — i wykonał ostatniego łyka coli, a potem odszedł. Po drodze zgniótł puszkę i wyrzucił ją niczym z automatu do kosza na śmieci, który akurat minął. Timmy wrócił od reszty grupy.

— Jak udało ci się go pozbyć? — spytał zdumiony Brandon.

— Wcisnąłem mu bajeczkę o tym, że lecimy na misję zleconą przez Ellen i Alxir'a. To wszystko — odparł magik.

— Jak na ciebie, to poradziłeś sobie świetnie — pochwalił go Sky.

— Tak, ale strasznie się spociłem podczas tej rozmowy... Skoczę do pokoju po jakąś koszulkę, albo i dwie. — Jego słowa rozbawiły towarzyszów.

Wyglądało więc na to, że Riven niczego nie podejrzewał po świetnie przeprowadzonej akcji dezinformacji i dalsze przygotowania do odlotu powinny pójść bez większysz komplikacji. Faktycznie, tak też było. Za kwadrans, bohaterowie ruszyli w kierunku Melodii.

Podróż trwała krótko i bez żadnych niespodzianek. Rodzinna planeta Musy zrobiła wrażenie na bohaterach swoimi oryginalnymi barwami i klimatem. Jednak to nie zwiedzanie było najważniejszym celem tej wyprawy, lecz odwiedzenie Musy, a nikt nie znał drogi do jej domu. Czarodziejki i specjaliści udali się do pierwszej, lepszej wioski i popytali przechodniów o miejsce zamieszkania ich przyjaciółki. Nie dowiedzieli się jednak niczego, co mogłoby im pomóc. Wobec tego, pozostawało zrezygnować z elementu zaskoczenia — czy też niespodzianki — i zadzwonić do Musy z prośbą o to, aby poinstruowała swoje przyjaciółki. Bloom to zrobiła. Rozmowa skończyła się dość szybko, nawet zbyt szybko.

— I jak? Wiemy już dokąd iść? — spytała Stella zaraz po tym, jak rudowłosa schowała komórkę do kieszeni.

— Tak... — odpowiedziała cicho, zbita z tropu, czarodziejka.

— Coś się stało? — odezwała się Layla.

— Nie jestem pewna. Coś mi tu nie gra. Musa nie brzmiała, jakby cieszyła się na wieść o tym, że jesteśmy na jej rodzinnej planecie — odpowiedziała lekko zaniepokojona.

— Myślę, że tak naprawdę to bardzo cieszy się z naszej obecności — stwierdził Nabu.

— Właśnie. Musa ma skłonności do ukrywania swoich emocji, więc pewnie tylko o to chodzi — łagodziła obawy Layla.

— A zamiast się martwić bez powodu, chodźmy do niej — zachęcał Sky.

— Za mną — powiedziała Bloom.

Bohaterowie bez kłopotu trafili do właściwej wioski. Szli w kierunku domu czarodziejki muzyki i zwracali na siebie uwagę innych ludzi. W powietrzu panowała jednak dziwna atmosfera. Helia pierwszy zwrócił na to uwagę i podzielił się tym.

— Floro, chyba coś jest nie tak — powiedział.

— Też to zauważyłeś? Mam złe przeczucia — wyznała czarodziejka natury.

— Co dokładnie czujesz? — spytał ją.

— Mam wrażenie, że... smutek — odparła po chwili namysłu. — Wiem, mało to może mówić, ale faktycznie takie mam odczucia — dodała.

Winx i specjaliści szli dalej przed siebie. W pewnej chwili usłyszeli muzykę. Melodia potwierdzała przeczucia Flory. Pieśń miała charakter żałobny i przybierała na sile co kilka kroków. Coś musiało się stać tego dnia. Nasi bohaterowie od razu przyśpieszyli krok.

Im bliżej źródła tej muzyki się znaleźli, tym gęstszy robił się tłum naokoło nich. Wkrótce, czarodziejki i magicy ujrzeli dom Musy, otoczony przez większą ilość ludzi. Niektórzy byli ubrani bardzo oficjalnie i w ciemnych barwach.

— Przesuńcie się! — krzyknął nagle jeden mężczyzna z tłumu. Przepychał się przez ludzi i wkrótce minął naszych bohaterów. Za wszelką cenę chciał wedrzeć się do domu czarodziejki.

— Powiedzcie mi, że mam zwidy! Czy to jest... Riven? — zapytał zszokowany Brandon.

— Szybko, chodźmy za nim! Jeszcze zrobi komuś krzywdę albo zostanie zatrzymany! — nalegał Sky. Jako pierwszy pobiegł za magikiem, a reszta ruszyła za nim. Riven przedarł się bez trudu do wnętrza domu. Najwidoczniej nikt nie pełnij roli straży, bo i pewnie nikt nie spodziewał się takiego wariata.

Mężczyzna narobił rzeczywiście sporo hałasu swoim działaniem. Musa pierwsza go zauważyła, nawet pomimo faktu, że przez swoje zapłakane oczy nie widziała zbyt wiele. Krople jej łez padały na klatkę piersiową dorosłego mężczyzny, który leżał nieruchomo na ziemi. To był jej ojciec. Czarodziejka klęczała przy nim i zatraciła się we własnym smutku. Riven zupełnie nie wiedział co powiedzieć i jak ustosunkować się do tej sytuacji. Z jednej strony czuł wstyd, że po tym wszystkim co zrobił, wtargnął do jej domu w takich okolicznościach. Jednakże, jego współczucie do Musy okazało się silniejsze i magik zaczał się do niej ostrożnie i powoli zbliżać. Przykucnął naprzeciw niej i nad jej ojcem. Twarz Riven'a wyrażała szczery smutek. Musa jednak nie zamierzała się do niego wtulić, żeby sobie ulżyć. Nie po tym, co zrobił. Nie, nad najważniejszą osobą w jej życiu, która go nienawidziła.

— Zejdź mi z oczu! — krzyknęła tonem wyrażającym smutek i złość w parze. Mężczyzna milczał.

Nagle, czarodziejki i magicy znaleźli się w domu Musy. To, co zobaczyli, bardzo ich poruszyło. Czarodziejki zaczęły płakać, a magicy postanowili natychmiast zainterweniować w sprawie Riven'a. Sky stanął za nim.

— Proszę, odejdź od niej — nalegał, pozbawionym emocji tonem.

— Nie będziesz wydawał mi poleceń — odparł mrocznie.

— Zrób to! Chociaż raz! Chociaż raz zrób to, o co ktoś cię prosi! — krzyczała zrozpaczona czarodziejka, pełna nienawiści do tego mężczyzny.

Riven, również wypełniony destruktywnymi emocjami, wstał gwałtownie z miejsca. Poczuł się upokorzony i odniósł wrażenie, że cała wrogość świata została skierowana przeciwko niemu. Zdenerwował się. Ruszył szybko w kierunku wyjścia. Patrzył w ziemię, bo bał się spojrzeć na kogokolwiek ze zgromadzonych. W pewnej chwili, na jego drodze znalazły się czarodziejki. Przedarł się między nimi, jakby nie były ludźmi, tylko lalkami. Prawie wszystkie jednak zareagowały i odsunęły się w porę. Czarodziejkę natury bardziej pochłonęły emocje towarzyszące temu wydarzeniu i czas jej reakcji był opóźniony. Riven wpadł na nią, a ta straciła równowagę. Czas zwolnił. Flora upadła na ziemię i jęknęła z bólu. Czarodziejki oraz pozostali świadkowie przestraszyli się mocno. Helia bardzo się zdenerwował i zareagował impulsywnie. Podbiegł do Riven'a, chwycił go mocno za ramię, a ten błyskawicznie się obrócił i spojrzał na niego groźnie.

— Draniu! — powiedział przez zaciśnięte zęby Helia.

— Uważaj na słowa. Kiedyś możesz ich żałować — usłyszał w odpowiedzi. W magiku gotowało się po tym, co zrobił jego ukochanej. Miał ochotę zrobić mu krzywdę. W porę zareagowali Brandon i Sky, którzy stanęli obok niego.

— Niech idzie, zostaw go — mówił Sky.

Riven ruszył z miejsca w kierunku drzwi. Flora widziała jego twarz, gdy leżała na ziemi. Mężczyzna spojrzał na nią przez ułamek sekundy. Wbrew temu, co mogli sądzić pozostali, czarodziejka natury zdążyła wychwycić żal po jego mimice, trwający bardzo krótko. Musiał naprawdę bardzo się starać, by ukrywać swoje emocje i zgrywać twardziela.

Na szczęście szybko wyszedł. Helia od razu pomógł wstać Florze i przytulił ją do siebie czule. Tak bardzo się o nią martwił. Ta nie doznała żadnych obrażeń, jak zapewniała, ale była bardzo roztrzęsiona po tym, co się stało. Helia wyraźnie czuł jak drży, podobnie jak on. Uspokajał ją i gładził jej włosy.

Czarodziejki przez jakiś czas nie zbliżały się do Musy. Uznały, że to nie jest właściwy moment na pocieszanie jej i zbiorowy uścisk. Dopiero kilka minut potem, Musa sama do nich podeszła. Wtedy czarodziejki w pełni połączyły się w bólu. Flora odeszła od Helii i dołączyła do nich. Specjaliści stali w milczeniu i nie wyrażali swoich emocji do tego stopnia co czarodziejki.

Przyjaciele Musy wzięli również udział w pogrzebie jej ojca, który dobiegł końca prawie dwie godziny później. Nie trzeba wspominać, że było to bardzo smutne i pełne żałoby wydarzenie. Specjaliści i czarodziejki, oraz osoby będące przyjaciółmi dla ojca Musy, stali przez większość czasu w zadumie.

Kilkanaście minut później, Musa wróciła do domu razem z magikami i wróżkami. Zaplanowała, że później wróci na cmentarz, ponieważ chciałaby powiedzieć jeszcze parę słów swojemu, zmarłemu ojcu.

— Byłaś bardzo dzielna, Muso — przyznała Layla.

— Nie, wcale nie. Czuję się dzisiaj okropnie. Mój ojciec odszedł, najważniejsza osoba w moim życiu — odpowiedziała czarodziejka.

— Jesteśmy twoimi przyjaciółkami i pomożemy ci pozbierać się po tej stracie — mówiła Bloom.

— Z nami wyjdziesz na prostą — dodała Stella.

— Dziękuję wam, macie rację. Teraz zwyczajnie potrzebuję czasu, żeby się oswoić z nową dla mnie sytuacją. Za kilka miesięcy, życie będzie biegło normalnym torem, a o moim ojcu będę mogła już tylko wspominać... — Musa posmutniała.

— Płacz, jeśli masz taką potrzebę. Przed przyjaciółkami nie musisz kryć łez — powiedziała czule Flora.

— Nie, nic mi nie jest... — Czarodziejka przetarła szybko oczy. — Chciałam was o coś jeszcze spytać.

— Słuchamy — powiedział rudowłosa.

— Chodzi o osobę, którą liczyłam nie prędko ujrzeć... — zaczęła.

— Nie mieliśmy go w planach. Staraliśmy się nie doprowadzić do tego, żeby dotarł tutaj — zapewniał Timmy.

— To prawda. Nie przyleciał naszym statkiem — potwierdził Sky.

— Widocznie nas śledził. Wyczuł, że coś kombinujemy i postanowił nas obserwować. Mógł trzymać się za naszym statkiem — mówił Brandon.

— To mi wystarczy, tylko o to pytałam. Chcieliście dla mnie dobrze, nie przejmujcie się nim — powiedziała Musa.

— Zachował się tak koszmarnie... — wtrąciła Stella.

— Po tym co zrobił, tak po prostu tu wszedł — dodała Bloom.

— Racja. I jeszcze omal nie zrobił krzywdy naszej Florze — powiedziała Musa.

— Straciłem panowanie nad sobą, gdy to zobaczyłem. Gdyby jeszcze chociaż ją przeprosił, podał... — zaczął Helia.

— Nie osądzajmy go już. Dla niego życie też musi być teraz trudne. Wcale nie zachowujemy się w porządku wobec niego — oznajmiła czarodziejka natury.

— Słucham? Nawet teraz go bronisz? Po tym, jak cię potraktował? — spytała z niedowierzaniem Stella. Pozostałe czarodziejki również były zaskoczone słowami kwiatowej wróżki.

— Wyczułam, że on bardzo tego żałuje. I to nie jest tak, że go bronię. Myślę, że powinniśmy czasem spojrzeć na świat z jego perspektywy, żeby lepiej go poznać i zrozumieć, choć trochę — mówiła Flora.

— Czasem cię podziwiam. Nawet w takiej sytuacji... — zaczęła mówić Bloom, ale jej przerwano.

— Dlaczego mnie nie słuchacie? — spytała zniechęcona Flora. Chciała pokazać przyjaciołom inny sposób patrzenia na ludzi, bez ich oceniania, ale objęły ją wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście ma to sens.

Musa chciała wrócić z przyjaciółkami do Alfei. Uznała, że dom na Melodii zbytnio przypominałby jej o ojcu. Przed odlotem do Magix, udała się jeszcze na cmentarz. Przy grobie jej ojca stało kilka osób, ale odeszły, gdy Musa znalazła się w pobliżu. Ludzie musieli wyczuć, że chciałaby zostać sama.

Mijały dni, tygodnie, miesiące i lata... Mieliśmy razem lepsze i gorsze dni. Bywały chwile, gdy miałam cię dość i takie, w których byłeś najwspanialszym tatusiem na świecie. Nie potrafię zliczyć, ile razy się pokłóciliśmy i jak wiele razy dochodziliśmy do porozumienia. W naszym życiu tyle się wydarzyło, lecz odnoszę wrażenie, jakby minęło to bardzo szybko, za szybko. Zauważyłam, że wszystko to, co jest dla nas ważne, przemija tak prędko. Nawet nie zauważamy, kiedy to się dzieje. Tato, doceniam każdą spędzoną razem chwilę, nawet te bardziej burzliwe, bo byłeś w nich ty. Gdybym mogła cofnąć czas, nie zmieniłabym już nic. Zaakceptowałem cię takim, jakim byłeś i nigdy o tobie nie zapomnę. Moje wspomnienia pozostaną wiecznie żywe. Wierzę, że dalej będziesz przy mnie, nawet, jeśli nie będzie dane mi tego zobaczyć. Ty i mama, pozostańcie ze mną na zawsze. Wy, najważniejsze osoby w moim życiu. Bądźcie przy mnie. Kocham was.





I to jest koniec trzeciej serii. Mam nowe pomysły i myślę, że wypełniły by więcej niż sześć rozdziałów, dlatego doszedłem do wniosku, że lepiej skończyć niestandardowo tę serię. Czwarta prawdopodobnie się pojawi, jeśli wszystko ładnie ułoży się w mojej głowie i znajdę czas na pisanie.

Chciałbym też Wam bardzo podziękować za zainteresowanie trzecią serią i blogiem.

Do zobaczenia w przyszłości!

niedziela, 7 lutego 2016

Rozdział 71 - Wracamy do domu




Podróż drzewem życia nie dla każdego z bohaterów zakończyła się w oczekiwanym miejscu. Pewien buntowniczy magik trafił do jaskini położonej, na szczęście, w okolicach Czerwonej Fontanny, więc nie miał długiej drogi powrotnej. Można powiedzieć, że los się do niego uśmiechnął pod tym względem.

Riven znalazł się wkrótce w swojej szkole. Spotkał tam Saladina i Kodatortę. Powiedział im krótko, jak skończyła się jego przygoda z tajemniczym światem i udał się do swojego pokoju. Tam znalazł chwilę ukojenia, relaksując się na łóżku i ciesząc się ostatnimi promieniami słońca tego dnia. Pomimo faktu, że przez swój buntowniczy charakter nie zaliczył misji, czuł pewne zadowolenie.

Tak było przynajmniej przez jakąś godzinę. Później, jego samopoczucie pogorszyło się trochę. Zaczął mieć wrażenie, że życie zrobi się bardzo nudne. Jego przyjaciele, a w szczególności Ellen, byli gdzieś daleko. Musa przebywała ze swoim ojcem na rodzinnej planecie. Riven tymczasem spędzał czas w pustym pokoju. Z początku wydawało mu się to takie kojące, lecz później, z każdą chwilą, miewał tego coraz bardziej dosyć.

Mężczyzna poszedł z własnej i nieprzymuszonej woli na trening. Bardzo mu tego brakowało, ponieważ o wiele bardziej przepadał za fizyczną formą aktywności niż tym, z czym miał do czynienia przez ostatnie dni, czyli medytacją, dla przykładu. Gdy tylko mężczyzna pojawił się na arenie, wojownicy zaczęli bardziej skupiać się na walce. Riven domyślił się, że chcieli pokazać mu się z jak najlepszej strony, albo i nawet zaimponować. Grupa specjalistów "stworzona do trudnych zadań", od dłuższego czasu, ma już bardzo dobrą reputację w tym miejscu, a nawet i o wiele dalej, dlatego nie ma w tym nic dziwnego. Mężczyzna udał się po jakąś niezbyt groźną broń. W międzyczasie spoglądał na popisy innych, którym wiele brakowało do ideału. Co ciekawe, jak na tą porę dnia, na arenie panował spory hałas. Prawie bezustannie rozbrzmiewały dźwięki uderzających o siebie ostrzy mieczy. Riven wkrótce dobył broni i zaczął rozglądać się za możliwie najlepszym przeciwnikiem. Wybrał jednego magika, ciut młodszego niż pozostali na arenie, ale nie ustępującego od nich poziomem umiejętności walki mieczem. Ten od razu spoważniał i zaczął się trochę denerwować. Riven zaśmiał się przez chwilę pod nosem, a następnie go przywitał i poprosił, żeby trochę się wyluzował. Cóż, łatwo powiedzieć... Zapewne nie jest dla niego codziennością trenować z kimś o tyle wyższym poziomie. Jednakże, po kilku minutach przyjacielskiego pojedynku, atmosfera ustatkowała się. Riven nie narzekał na poziom umiejętności młodszego kolegi. Poza tym, jego samopoczucie uległo poprawie i przestał myśleć aż tyle o Ellen.




Wszyscy pozostali trafili do świata, z którym jeszcze nie mieli styczności w żadnym kontekście. Świata, który przez tyle lat znajdował się wiele metrów pod ich stopami. To dosyć zaskakujące, że jedna planeta może być miejscem dla dwóch, zupełnie odmiennych, światów. Dlaczego żadnej z bohaterów wcześniej o Eternum nie słyszał? Czy oby na pewno wszyscy mentorzy, z którymi mieli do czynienia, niczego nie ukrywali? Pomimo faktu, że Ellen tłumaczyła im już powód, dla którego trzyma się istnienie tego miejsca w tajemnicy, nikt nie brał go zbyt poważnie. Przedostanie się zła do miejsca, które jest źródłem nieskończonego dobra? Co to znaczy "nieskończone dobro"? Przecież pojęcia dobra i zła są pojęciami względnymi. Kto się poczuwa do tego, by określać to, co jest czystym dobrem i złem? To musi być naprawdę mądra osoba lub zbytnio przekonana o swojej nieomylności.

Pomijając jednak te rozważania, to wszyscy znaleźli się w lokalizacji położonej około kilometr od stolicy Eternum. Potężny i dający silne światło kryształ wisiał sobie wysoko nad nią. Z tej odległości, warunki oświetleniowe przypominały słońce o poranku. Nasi bohaterowie szli za Ellen i Alxirem po kamiennym podłożu. Po drodze mijali różne plantacje, a czasem jakieś małe, kamienne lub drewniane, domy. Niektóre krajobrazy przypominały trochę wieś, chociaż brakowało tego błękitnego nieba. W tym przypadku pozostawał tylko wielki kryształ, imitujący słońce.

— Nareszcie w domu, prawda? — zagadał Alxir idącą obok niego Ellen.

— Marzyłam o tym już od kilku dni. Ciągle nie rozumiem, dlaczego to właśnie mnie zlecono to zadanie — odpowiedziała.

— Może to było twoje przeznaczenie?

— Proszę, zlituj się nade mną. Ostatnimi czasy, ten wyraz obija się nieprzyjemnym echem w mojej głowie. Chociaż... Nieprzyjemnym to trochę za dużo powiedziane. Zwyczajnie, za dużo myślałam ostatnio na ten temat i mam już tego dość — oznajmiła.

— W porządku, rozumiem cię. A jak Riven zniósł rozstanie, jeśli mogę wiedzieć? Trwało podejrzanie krótko... — zaśmiał się cicho.

— Tak uważasz? W moim odczuciu trwało to trochę dłużej. Wiesz, nie było tak źle. Myślę, że podszedł do wszystkiego bardzo dojrzale — odpowiedziała.

— Cieszę się. Dobrze, że zaakceptował swój los.

— Tak... — powiedziała pod nosem i zamyśliła się na krótką chwilę. — Alxirze, chciałabym ci jeszcze podziękować za to, że się pojawiłeś, gdy sytuacja stała się bardziej kryzysowa. Pamiętam, jak bardzo chciałam, żebyś sobie poszedł. Dzisiaj widzę to inaczej. Chciałam pokazać, że potrafię sprostać powierzonemu mi zadaniu, ale w rzeczywistości czułam się bezradna — wyznała.

— Przypuszczałem, że tak właśnie jest, dlatego zostałem — dodał.

— I właśnie za to chciałam ci podziękować. Dziękuję.

— Proszę bardzo. Nie ma sprawy.

— Riven się nie dostał... — Flora poruszyła niespodziewanie temat magika.

— Bo jest rudy? — spytał dowcipnie Brandon.

— Przecież on wcale nie ma rudych włosów — wtrąciła Layla.

— Pewnie, że nie. Brandon tak tylko gada — wyjaśniła Stella.

— Floro, czy tobie jest przykro z jego powodu? — spytała wprost Bloom.

— Właśnie. Co się stało, że o nim wspomniałaś? — dodała Stella.

— Chodzi mi bardziej o to, że nie jesteśmy w komplecie. Wiecie, najpierw Musa, teraz on. Bez względu na nasze konflikty, w ostateczności byliśmy razem — mówiła czarodziejka natury z ledwo wyczuwalnym smutkiem w jej głosie.

— Zgadza się. Tym razem Riven posunął się jednak za daleko. Przekroczył wszelkie granice — oznajmił Nabu.

— Poza tym, będziemy normalnie widywać Riven'a i Musę, więc to nie jest taka katastrofa — stwierdził Sky.

— To skoro już tu jesteśmy, skorzystajmy z okazji i wyślijmy Riven'owi jakąś ładną pocztówkę. Co wy na to? — zaproponował, odrobinę żartobliwie, Brandon.

— Bardzo zabawne. — Czarodziejka natury zmierzyła go na krótko wzrokiem.

Dosłownie, po chwili, wszyscy usłyszeli dźwięk migawki. Powtórzył się on jeszcze kilka razy. Wszyscy spojrzeli błyskawicznie na Tecnę i Timmy'ego, którzy zaczęli właśnie dokumentować.

— Ok, ustawcie się w dwóch rzędach, wszyscy! — powiedział głośno Timmy.

— Co się dzieje? — spytała Stella.

— Jak to, co? Zrobimy sobie razem zdjęcie. Przygotujcie się — nakazała Tecna.

— Myślę, że to świetny pomysł — skomentował ucieszony Sky.

— Pewnie! Już dawno nie robiliśmy sobie wspólnego zdjęcia — podzielała jego entuzjazm Bloom.

— Myślisz, że powinniśmy ich powstrzymać? — spytała Ellen Alxira.

— Właśnie się zastanawiam — odpowiedział szybko.

Chwilę potem podszedł do fotografa, czyli na tę okazję, Timmy'ego.

— Chciałbym przypomnieć, że ten świat jest sekretem, dlatego nie powinniście go fotografować — poinformował poważnym tonem.

— Ach... — westchnął magik. — Tak, masz rację. Już kasujemy wszystkie zdjęcia. Przepraszamy — mówił, trochę zawstydzony swoim postępowaniem.

— Czyli nici z fotografii dla wnuków? — spytał zniesmaczony Brandon. Cała grupa zaczęła się śmiać.

— A może jednak zrobimy wyjątek? — spytała Ellen, gdy i ona przestała się śmiać.

— Hmm... Nie uważam tego za dobry pomysł, ale... Pozwólcie, że się zastanowię... — Alxir posmyrał się po brodzie, a potem odwrócił się do całej grupy i spojrzał na każdego.

Maślane oczy czarodziejek i magików, w mniejszym lub większym stopniu, przyczyniły się do podjętej przez mężczyznę decyzji. Znalazł miejsce, na którym nie widać żadnych, specyficznych dla tego świata, elementów krajobrazu. Wszyscy ustawili się wkrótce przed gigantyczną skałą. Nie dało się, co prawda, nazwać takiego tła wymarzonym, ale przecież Timmy i Tecna mieli szeroki wachlarz umiejętności obsługi programów graficznych. Kilkoma tapnięciami palców mogliby, na przykład, zrobić plażę w tle i ewentualnie dodać jeszcze kilka dziewczyn w bikini gdzieś na przodzie, żeby nie dało się narzekać na brak ciekawych atrakcji przy wspomnieniach z wnukami.

W każdym razie, tak daleko idące plany, nie skrystalizowały się jeszcze w niczyjej głowie. Wobec tego, Timmy po prostu zgromadził w swoim telefonie parę zdjęć, na których widać przykładowo: neutralne miny, sztuczne i przesadne uśmiechy, wystawione języki, dziwne i niejednoznaczne pozycje. Do zabawy dołączyli oczywiście Alxir i Ellen. Ten pierwszy, na każdym zdjęciu stał w takiej samej pozycji — wyprostowany, z prawie zamkniętymi oczami i zbyt promiennym uśmiechem, jak na normalnego człowieka. Elfka okazała się bardziej spontaniczna. Na jednym ze zdjęć udawała kocią minę.

Za jakiś niezbyt długi czas, wszyscy znaleźli się w samej stolicy. W oczy rzucały się wszystkim głównie różnokolorowe kryształy. Architektura budynków nie wydawała się nikomu zbyt imponująca — nasi bohaterowie zwyczajnie sporo już widzieli i kamienne budowle, nawet jeśli niektóre wydawały się rzeczywiście złożone, nie budziły takiego zachwytu, jak Ellen mogłaby się spodziewać. Większe wrażenie robił na czarodziejkach i magikach ogrom tego miejsca. To podziemne miasto okazało się największym, jakie do tej pory mieli okazję zobaczyć. Królestwo Amentii to przy nim trochę większa wioska.

Brandon wspomniał przy okazji ponownie o swoim pomyśle z wysłaniem pocztówki. Co prawda, wcześniej miał on raczej żartobliwy charakter, ale teraz każdy stwierdził, że warto to zrobić. Alxir zaprowadził wszystkich na pocztę. Tam, Timmy wyciągnął telefon i pokazał, jakie zdjęcie chciałby wydrukować na pocztówce.

— Hej, a może wkleimy gdzieś zdjęcie Riven'a? — wyskoczyła z pomysłem Tecna.

— Dobra myśl — powiedział Sky.

Wszyscy uznali to jako miły gest i zaczęli wpatrywać się w ekran telefonu Timmy'ego, który właśnie przewijał długą galerię zdjęć. Wkrótce natrafił na interesujące zdjęcie — zadowolony i ze skrzyżowanymi rękoma, Riven.

— Jest. Gdzie go dodamy? — spytał Timmy.

— Trochę mało miejsca na tej, naszej fotografii — powiedziała melodyjnym tonem Flora.

— Rzeczywiście, Floro — uśmiechnęła się do niej przyjaźnie Layla.

— Wkleimy go na Brandona i po kłopocie — zażartowała Bloom.

— Czemu akurat mnie? Obok stoi przecież, sztucznie wesoła, czarodziejka — odparł.

— Nie jesteś zabawny — powiedziała Stella.

— Wcale nie próbuję — zaśmiał się Brandon.

— To może dodajmy po prostu zdjęcie jego twarzy? Może w lewym, dolnym rogu? — zaproponowała Flora.

— To chyba najlepszy pomysł. Nie musimy robić fotomontażu i zakłamywać faktów. Nie było go z nami, ale o nim pamiętamy, więc dodajemy go na wspólnym zdjęciu — mówiła Bloom.

— Zgadzam się z Bloom i Florą — powiedział Sky.

— Timmy, to jak już jesteś przy obróbce zdjęć, to dodaj jeszcze jakieś dziewczyny — poprosił Brandon.

— Czarodziejki i jedna elfka ci nie wystarczą? — spytał zdziwiony Sky.

— Im więcej, tym weselej — odparł.

— Nie ma mowy — odparł stanowczo Timmy.

— Przepraszam... — powiedział Brandon z udawaną skruchą.

— Właśnie coś sobie uświadomiłam... — odezwała się Layla.

— Co takiego? — spytały jednocześnie Bloom i Stella.

— Chcemy wysłać pocztówkę do Riven'a, tak?

— Zgadza się. Coś w tym złego? — odpowiedziała zdziwiona rudowłosa.

— Nie, ale zapomnieliśmy o naszej przyjaciółce, która jest teraz na swojej rodzinnej planecie. Poza tym, nie wiemy dokładnie, kiedy wróci. Nie sądzicie, że byłoby jej miło, gdyby dostała coś od nas?

— Faktycznie! Jak mogłyśmy o niej zapomnieć... — uprzytomniła sobie Stella. Reszta bohaterów podzieliła jej reakcję.

Nie trzeba było długo czekać na Timmy'ego, który od razu wziął się do pracy. Musę umieścił w prawym, dolnym rogu fotografii. Reszta pozostała identyczna, jak w przypadku pocztówki dla Riven'a. Obsługa wydrukowała oba zdjęcia w oka mgnieniu — oba, ponieważ nasi bohaterowie nie chcieli umieszczać Musy i Riven'a na jednym zdjęciu. Efekt był bardzo zadowalający. Timmy uzupełnił jeszcze tylko pocztówki o niezbędne dane i te były już gotowe do wysyłki. Miały dotrzeć do adresatów w przeciągu kilku najbliższych dni.

— Ile mam zapłacić za usługę? — spytał magik. Pracownik spojrzał na niego z lekkim niedowierzaniem. Ellen położyła swoją dłoń na barku Timmy'ego.

— Nic a nic — powiedziała z uśmiechem na twarzy.

Wszyscy byli tym oczywiście bardzo zaskoczeni. Jednakże, może to wyjaśniać odrobinę zachowanie Ellen z przeszłości, gdy "kupiła za nic" kawałek słodkości z cukierni. Najwidoczniej była przyzwyczajona do tego, że nie trzeba za niemal wszystko zapłacić i — po prostu — się poczęstowała. W Magix, coś takiego można nazwać kradzieżą, ale mieszkańcom Eternum to się zwyczajnie należy. Każdy uczciwie pracuje na korzyść tego świata i bezpłatnie ma dostęp do większości dóbr materialnych i usług. Jednak, wbrew pozorom, nie wszystko jest darmowe, ale sporo rzeczy, owszem. Można się na przykład najeść do syta, nie wydając przy tym ani grosza (choć jest możliwość pozostawienia dowolnej kwoty, jeśli ktoś sobie życzy). I to właśnie z tego udogodnienia skorzystali nasi bohaterowie w następnej kolejności.

— Chyba odkryłem dzisiaj wielką tajemnicę — powiedział Brandon przy bogato zastawionym stole.

— Aż boję się spytać... — odezwała się Stella. — Jaką?

— Już wiem, skąd dostaję masowo te oferty odkurzaczy — odpowiedział.

— Tak? Z jakiego adresu? — spytała.

— Ściśle tajnego, nie podają — odparł żartobliwie.

— Te oferty spędzały sen z moich powiek. Dziękuję, Brandonie. Mogę już spać jak za dawnych lat — śmiał się Sky.

Jak powszechnie wiadomo, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Nie inaczej okazało się tym razem. Dwie godziny, spędzone przy posiłku w gronie najbliższych przyjaciół, minęły w zawrotnym tempie. Nasi bohaterowie wcale jednak nie narzekali. Bardzo docenili spędzony w Eternum czas i wybrali się w drogę powrotną w dobrych humorach. Byli, co prawda, lekko zdziwieni faktem, że to na razie wszystkie atrakcje, jakie przyszło im zobaczyć w tym świecie, ale wedle obietnic Ellen i Alxira, dostaną jeszcze szansę, żeby poznać lepiej różne miejsca.

Punktem końcowym w Eternum okazał się gruby, wiekowy korzeń, sięgający aż do samego szczytu tego świata. Czarodziejki i magicy szybko skojarzyli, że musi on należeć do drzewa życia. Zastanawiali się jeszcze, jak mogą wykorzystać ten środek transportu. W każdym razie, zanim wszyscy podeszli do korzenia, zostali pouczeni przez Ellen, że nie powinni wracać do Eternum, gdy tylko przyjdzie im na to ochota. Mogą, rzecz jasna, przyjść w odwiedziny, ale powinno to być rzadkością. Jak zawsze, powodem była skrytość tego miejsca. Najlepiej, żeby wszelkie wizyty miały jakiś ważniejszy powód niż tylko chęć bezpłatnego napełnienia żołądka. Brandon lekko zasmucił się tym faktem, ale coś czuł wcześniej, że nie może być zbyt pięknie, dlatego nie dotknęły go zbytnio słowa elfki. Oczywiście, atmosfera, towarzysząca pożegnaniu z Alxirem i Ellen, była wypełniona przyjazną energią. Zgodnie z ich obietnicą, nasi bohaterowie mieli się jeszcze z nimi kiedyś zobaczyć.

Niedługo potem, zaraz po kontakcie korzeniem, wszyscy znaleźli się przed drzewem życia. Niezwłocznie, wyruszyli szybkim krokiem w kierunku szkoły czarodziejek — nieuchronnie zbliżała się noc, a w Eternum trudno było zorientować się w porze dnia. Drzewo życia mogłoby zapewne przeteleportować ich do Alfei, jednakże nikt nie miał ochoty ryzykować natrafienia na nocne atrakcje.

Specjaliści planowali rozstać się z czarodziejkami tuż przed budynkiem Alfei. Podjęli jednak spontaniczną decyzję o tym, że przenocują i wrócą rano. Dyrektorka bardzo ciepło ich przyjęła. Poza tym, cieszyła się z faktu, że misja zakończyła się powodzeniem, dla większości bohaterów.

Bloom jednak dręczyła pewna myśl, a chodziło o skrywane tajemnice. Czy rzeczywiście nikt z Alfei nie wiedział o Eternum? To raczej mało prawdopodobne. Faragonda nie wyglądała na szczególnie zaskoczoną przybyciem Ellen. Dlaczego, w takim razie, skrywała ten podziemny świat w tajemnicy. Nie ufała Winx? Po tym wszystkim, co zrobiły? Bloom jeszcze długo nad tym rozmyślała, leżąc sobie w wygodnym łóżku. Nawet wróciły do niej wspomnienia z początków jej magicznej przygody, gdy w jej głowie kłębiły się niezliczone pytania, na które nie znała odpowiedzi, a wszystko wokół wydawało się takie obce i tajemnicze.


wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 70 - Rozdroże




Zajęcia prowadzone przez Alxira okazały się na tyle wciągające, że nikt nie zauważył nagłego zniknięcia Riven'a, nawet sam prowadzący. Dopiero po skończonej lekcji, brak obecności magika dał się we znaki kilku czarodziejkom. Żadna z nich jednak nie miała pojęcia, dokąd on mógł pójść, co nie jest zbyt dziwne. Jednakże, jak to Riven, który jest dosyć buntowniczy, każdy przypuszczał, że zmył się przy nadażającej się okazji. Wszyscy zeszli wkrótce na dół, zabierając przy tym swoje legowiska. Alxir udał się w pierwszej kolejności do Ellen, ale to, co ujrzał, przerosło jego największy poziom zaskoczenia w życiu.

— Ellen, co ty mu zrobiłaś? — spytał od razu gdy przekroczył próg drzwi i zauważył Riven'a w czymś przypominającym bańkę mydlaną, wiszącą w powietrzu.

Elfka podniosła się z łóżka i przetarła w pośpiechu oczy. Spojrzała na mężczyznę. Z jej oczy biły wyrzuty sumienia. Alxir to dostrzegł.

— Przepraszam — powiedziała.

— Mi to mówisz? — spytał ironicznie.

— Nic nie rozumiesz.

— To proszę, wytłumacz mi.

— On bardzo chciał ze mną być. Powiedział, że będzie ze mną bez względu na to, co ja mam do powiedzenia. Nie dawał mi żadnego wyjścia, a ja chciałam mieć spokój. Ostatnio sobie nie radzę. Dziwnie się czuję...

— Dobrze... — zaczął powoli. — Znaczy, nie, nie jest dobrze. Musimy zrobić tu mały porządek, ale na spokojnie. Ellen, wypuść Riven'a, proszę. — Mężczyzna starał się opanować sytuację.

— Jak sobie życzysz. — Ellen pstryknęła palcami i Riven upadł na podłogę z wysokości około jednego metra. Nic mu się jednak nie stało, ponieważ zdążył szybko zareagować.

— Czy ty jesteś zdrowa psychicznie?! — odezwał się ze złością Riven. Gestykulował przy tym silnie rękoma.

— Riven, wybacz mi. Nie chciałam ograniczać twojej wolności. Przepraszam cię — powiedziała ze smutkiem.

— Ale to właśnie zrobiłaś! Mam dość, muszę się przejść — rzucił i wyszedł, trzaskając przy tym głośno drzwiami.

— Nie chcę mieć do ciebie żadnych wyrzutów za to, jak go potraktowałaś, ale to nie było dobre, bez wględu na powód — powiedział Alxir.

— Tak, to prawda. Nawet teraz nie mogę samej siebie zrozumieć. Zupełnie nie byłam sobą, kiedy to zrobiłam — przyznała.

— To kim niby byłaś? Złą wiedźmą? — spytał sarkastycznie.

— Alxir, przestań mnie obrażać — prosiła obrażona jego odpowiedzią.

— Wcale tego nie zrobiłem. Zadałem ci tylko pytanie retoryczne.

— Wywyższasz się nade mną i nie podoba mi się to. Myślisz, że ty zawsze jesteś idealny?

— Nikt z nas nie jest. Ja nie zaliczam się do wyjątków. I rozumiem, dlaczego się zdenerwowałaś, kiedy nie posłuchałem twojego zdania. Miałaś rację i przyznaję to. Przepraszam, źle zrobiłem — okazał skruchę.

— Je też zbyt nerwowo zareagowałam — przyznała elfka. — Wiesz, co? — spytała po chwili.

— Słucham — odparł zaciekawiony.

— Uważam, że dobrze znam siebie. Myślę, że wiem sporo na swój temat i jestem osobą o dużej samoświadomości. To, co jednak dzieje się ostatnio, wcale nie wydaje się tego potwierdzać. Reaguję zbyt nerwowo na różne zdarzenia. Alxir, może ty mi powiesz, co się ze mną dzieje? — Ellen oczekiwała dobrej rady.

— To dobre pytanie. Odpowiedź na nie pewnie byłaby dosyć skomplikowana, ale postaram się ją uprościć. Widzisz... Każdy z nas przeżywa różne chwile. Jedne wywołują w nas pozytywne emocje, inne negatywne. Uważam, że część ludzi nie dopuszcza do siebie negatywnych uczuć. Chcieliby przeżywać same dobre chwile, więc skrywają te niepożądane.

— Twierdzisz, że to dotyczy i mnie?

— Możliwe, że ukrywasz swoje problemy, zmartwienia, negatywne emocje. One jednak dalej w tobie są i potrzebują ujścia. Gdy zbierze się ich zbyt dużo, zaczynasz czuć się źle i byle drobiazg może sprawić, że nie powstrzymasz ich ujścia — wyjaśnił.

— Alxir... Ujmę to tak. Wypłakałam się na łóżku przez jakąś godzinę. Sądzisz, że to załatwiło sprawę? — Ellen nie miała zbytniej ochoty wdawać się w dyskusję na temat psychologii.

— Myślę, że tak — odpowiedział trochę rozczarowany jej spłycaniem rozmowy. — Jeśli wolisz tak wyrażać swoje emocje, to mi nic do tego. Nie mnie to oceniać. Tylko nie zrób przy tym nikomu krzywdy.

— Postaram się — obiecała. — W ogóle, co teraz planujesz?

— To ty mi pozwalasz planować? Zupełna nowość — powiedział z udawanym zaskoczeniem w głosie.

— Pytam całkiem poważnie. Nie mam ochoty kierować tą misją. Tak naprawdę, sama nigdy bym się nie zgłosiła do takiego zadania. To było dla mnie naprawdę wyczerpujące radzić sobie z tym wszystkim, co do tej pory przeszłam. Teraz pragnę tylko wrócić do domu — wyznała.

— Myślę, że nie będzie z tym problemu — odparł pewnym tonem.

— Czyżby koniec misji? Dlaczego? — pytała zdziwiona.

— Ellen, oni w większości są już gotowi. — Alxir wiedział, że nie sensu przedłużać tej misji i nie rozumiał, dlaczego dla Ellen też nie jest to oczywiste.

— W większości... — zastanowiła się. — Co z Riven'em?

— Nie można go chyba nazwać wzorowym uczniem, prawda?

— Tak, jest dosyć oporny — kiwnęła głową na znak zgody.

— On nie bierze tej misji zbyt poważnie. Nie możemy go zmuszać, żeby się przygotowywał razem z pozostałymi. Wkrótce dowiemy się, kto jest naprawdę gotowy — oznajmił.

— Kiedy wracamy?

— Zróbmy to jeszcze dziś. Skierujemy się w stronę Alfei, zostaniemy tam około godziny, a potem pójdziemy dalej.

— Zgadzam się. Już nadszedł czas.




Wieści o ograniczeniu wolności Riven'a szybko rozeszły się wśród czarodziejek i magików. Specjalista, którego dotyczyło całe zajście, dzielił się nim bardzo pretensjonalnie. Ellen przeprosiła go jeszcze raz, tym razem publicznie, ponieważ rzeczywiście żałowa tego czynu. Niedługo potem, wszyscy spakowali się i opuścili zamek. Wyruszyli do Alfei, a pogoda im sprzyjała. Temperatura okazała się w sam raz i świeciło do tego słońce.

Każdy poczuł ogromną ulgę. Zamek już im wszystkim bokiem wychodził. Misja, pod względem organizacji, okazała się, co prawda, klapą. Większość czasu należało przecież spędzać w swoich komnatach. Niby było to zaplanowane, lecz niektórzy mieli wrażenie, że to tylko z powodu braku pomysłów organizatorów atrakcji.

Nieprzyjemne zdarzenie, które jednak miało miejsce, to zerwanie Musy z Riven'em oraz przedwczesne zakończenie misji czarodziejki muzyki. Również Riven, ostatniego dnia, nie został zbyt przyjaźnie potraktowany przez Ellen. Natomiast, w trakcie drogi powrotnej, Riven nie czuł już do niej urazy. Dalej okazywał jej zainteresowanie. Rozmawiał z nią przez większość czasu i nawet niósł jej bagaż. Elfka nie żałowała mu swojego uśmiechu. Gdyby ktoś widział tę sytuację z boku, to mógłby odnieść wrażenie, że są oni parą dobrych przyjaciół. Nawet taka Stella, która jak dotąd źle życzyła Riven'owi, spojrzała na niego bardziej przychylnym okiem. Zaczęło do niej dochodzić, że Musa mogła więcej tracić, na związku z nim, niż otrzymywać. Layla tymczasem zastanawiała się, jak dalej potoczy się relacja tej pary. Czy będzie między nimi coś więcej niż tylko przyjaźń?

Flora szła u boku Helii. Przez dłuższy czas oddawała się przyjemności chwili obecnej, czyli bogactwu natury, świeżemu powietrzu i pięknym krajobrazom górsko-leśnym. W pewnej chwili spojrzała na Riven'a. Przypomniała sobie jego porównanie jej do kwiatu, który przestaje żyć bez swojego opiekuna. Nie dopuszczała wcześniej do swojej głowy myśli, że Helia mógłby kiedyś zniknąć z jej życia, aczkolwiek zaczęła właśnie zastanawiać się, jak mogłoby ono wyglądać bez niego. Miłość do ukochanego jest w jej życiu ogromnie ważna. Wiele się z nią też wiąże. Flora i Helia snują już przecież plany na wspólną przyszłość. Widzą w niej siebie, razem. Ma być jeszcze lepiej niż dotychczas. Czy wszystko im się ułoży?

Powrót do Alfei zajął około godziny. Budynek sprawiał wrażenie ładniejszego i większego niż dotychczas. Magicy, czarodziejki oraz Ellen i Alxir zwracali na siebie uwagę uczennic na placu szkoły. Mieli wrażenie, że są dla nich jakimiś bohaterami, jednak misja, z której właśnie wrócili, wcale nie wymagała narażania swojego życia w imię ratowania świata, czy tym podobnych. Można jeszcze stwierdzić, że były to spojrzenia wyrażające szacunek.

Wszyscy weszli do wnętrza Alfei. Najpierw zawitali na trochę do gabinetu Faragondy, żeby zdać krótki raport. Następnie, udali się wprost do stołówki. Kręciło się tam jeszcze trochę innych uczennic. W miejscu tym panowała, znana czarodziejkom od lat, przyjemna atmosfera. Te dźwięki sztućców, dzwoniących cicho przy kontakcie z talerzami oraz blask słońca wpadający przez wielkie okna, a także rozmowy o mało znaczących sprawach uczennic (przynajmniej z punktu widzenia naszych bohaterów) - to wszystko budowało klimat stołówki w Alfei. Wszyscy zjedli sobie razem ciepły posiłek i przy okazji zdążyli odpocząć. Każdy czuł się swobodnie i udzielał się w rozmowach przy jedzeniu.

Wkrótce, bohaterowie opuścili Alfeę. Ellen i Alxir poprowadzili całą grupę do miejsca, które znali tylko oni, a przynajmniej tak mogło się wydawać reszcie z początku. Spacer okazał się dosyć krótki, a miejsce docelowe, znajome. Wszyscy stali właśnie przed drzewem życia. Bloom zaczęła coś sobie uświadamiać, lecz okazało się, że nie tylko ona. Po krótkiej chwili, również innym coś zaświtało. Wszystko zaczynało do siebie pasować, niczym elementy układanki. To drzewo miało przecież zdolność teleportacji, a przynajmniej bardzo szybkiego przenoszenia, do losowego miejsca. Winx już to testowały. Co lepsze, działało to, choć nie do końca w taki sposób, jaki oczekiwano. Flora znalazła się nie tam, gdzie trzeba. Na szczęście, nie zagrażało jej żadne niebezpieczeństwo. Czy to drzewo może być drogą do świata, o którym mówiła Ellen? Tego dowiemy się po krótkiej przerwie.




Wszyscy stali przed wspomnianym drzewem życia, przy zachodzie słońca. Lekki wiatr poruszał włosami czarodziejek oraz liśćmi drzew i trawy. Alxir zapytał Ellen, czy chciałaby wytłumaczyć, co powinni zrobić właśnie czarodziejki i magicy, jednakże ta nie miała na to ochoty, więc to mężczyzna zaczął mówić.

— Witajcie, przyjaciele! — powiedział głośno.

— Może nie przesadzaj? — zasugerowała Ellen. Chodziło jej o powitanie wszystkich, które wcale nie było konieczne w tej chwili.

— W każdym razie, zebraliśmy się tutaj, ponieważ wasze przygotowania dobiegły końca. Jeszcze dziś, poznacie świat, którego nie mieliście okazji nigdy wcześniej widzieć. Świat, który jest światem podziemnym, niedostępnym dla zwykłych mieszkańców Magix. Większość z was, dostanie się do niego już za chwilę — mówił.

— Dlaczego "większość z nas"? — zapytał Brandon.

— Nie nam przyjdzie decydować o tym, kto dostanie wstęp do tego świata — odezwała się Ellen.

— To prawda — potwierdził Alxir. — Drzewo życia przepuści tylko osoby, które są duchowo na to gotowe.

Cisza zapanowała na krótką chwilę. Niektórych bohaterów objęły wątpliwości. Zaczęli się zastanawiać, czy ich wkład w przygotowania rzeczywiście był wystarczający. Nawet Flora nie miała całkowitej pewności, pomimo faktu, że raczej oczywistym jest, że jej się uda. Jej myśli wynikały bardziej z braku pewności siebie niż realnych faktów. W zupełnie innej sytuacji znalazł się Riven. Jego sprzeciwy albo ucieczki z treningów z pewnością nie świadczą o jego pełnym przygotowaniu.

— Riven, co się dzieje? — spytała czarodziejka natury. Zauważyła, że mężczyzna zaniepokoił się lekko.

— Nie dostanę się — odparł szybko.

— Będzie co ma być, ale jeśli ci się nie uda, to nie będziesz mógł za to obwiniać Ellen — odpowiedziała. Riven tylko posłał jej nieprzyjemne spojrzenie i milczał.

Alxir klasnął kilka razy dłońmi, żeby skupić na sobie uwagę zgromadzonych.

— Jeśli okaże się, że ktoś nie jest gotowy, drzewo życia przeniesie go w inne miejsce niż do Eternum. W trakcie podróży, powtarzajcie w myślach "Eternum". Jest to nazwa tego świata. Skupcie się tylko na niej w trakcie podróży. Jesteście gotowi? — spytał całą grupę.

Mimo różnych wątpliwości, u co po niektórych, każdy przytaknął. Bohaterowie podchodzili do drzewa powoli i pojedynczo, a potem znikali w oka mgnieniu. Ellen i Alxir mieli wejść na końcu.

— Wkrótce spotkamy się po drugiej stronie! — obiecał Alxir.

Riven oczywiście nie mógł w to uwierzyć. Nic nie wskazywało, jego zdaniem, na to, że mu się uda. Uświadomił sobie, że to może być ostatnia chwila, w której widzi Ellen.

— Riven, twoja kolej — powiedział do niego Alxir.

— Proszę, wejdź pierwszy — nalegał magik.

— Chyba wiem, w czym rzecz. W porządku. Trzymaj się, Riven! — pożegnał go i udał się pewnym krokiem ku drzewu. Magik patrzył jeszcze za nim, aż ten zniknął.

— Ja również rozumiem, co cię trapi — zaczęła mówić Ellen.

— Olałem te całe przygotowania — powiedział i machnął ręką. — Byłem buntowniczy i arogancki. Nie jeden raz skrzywdziłem cię moimi słowami. Zasłużyłem na to, żeby już więcej cię nie zobaczyć — przyznał.

— Doceniam to, że zauważasz własne błędy i bierzesz za nie odpowiedzialność. Nie jesteś złym człowiekiem, wiesz? — uśmiechnęła się. Riven wpatrywał się w jej piękną, niemal nieskazitelną twarz, oświetlaną blaskiem zachodzącego słońca. Bił od niej taki spokój.

— Ludzie mają o mnie różne zdanie. Przeważnie jestem gorzej postrzegany przez to, jak widzą mnie z zewnątrz. Nie robię nikomu krzywdy celowo. Jestem szczery, mówię otwarcie o tym, co mi się nie podoba. Rozumiesz mnie, prawda?

— Tak, ale czasem mógłbyś pomyśleć, czy twoje słowa nie zranią drugiej osoby. Postaraj się czasem ugryźć się w język, zanim coś powiesz lub chociaż przekaż to innym tonem, dobrze?

— Właśnie nad tym powinienem popracować, masz rację.

— Skoro to już wszystko, to... — zaczęła się żegnać z nim.

— Spotkamy się jeszcze? — spytał szybko, przerywając jej.

— Jeśli będę mieć potrzebę, wrócę. Na razie chciałabym wypocząć u siebie w domu, po ostatnich przygodach.

— Nie zamierzam cię zatrzymywać. Odpoczywaj sobie.

— I ty również. Trzymaj się, Riven.

Riven uścisnął Ellen na kilka chwil, na pożegnanie. Następnie obydwoje podeszli do drzewa życia. Spojrzeli na siebie jeszcze ostatni raz i zniknęli razem. To wcale nie było bolesne rozstanie, gdyż tylko w niewielkim stopniu przypominało te Flory i Helii. Między tą parą wytworzyła się przyjacielska i do niczego niezobowiązująca więź. Jednakże, przyszłość nie jest nikomu do końca znana. Od tej pory, ani Riven, ani Ellen, w skutek minionych wydarzeń, nie wiedzieli już, co myśleć na temat przeznaczenia.


wtorek, 22 grudnia 2015

Rozdział 69 - Przy mnie trwaj




Nadszedł kolejny dzień. W Inestion wszyscy wstali wcześnie jak zwykle i zebrali się szybko na śniadanie w głównej hali. Spodziewali się, że za godzinę ponownie przyjdzie im wrócić do swoich komnat, by spędzać tam długie godziny, dlatego chcieli maksymalnie wykorzystać czas na wolności, jeśli można to tak ująć.

- Witajcie, przyjaciele - powitał zgromadzonych rozpromieniony Alxir.

- To chyba za dużo powiedziane - skomentował Riven.

- Niewątpliwie, magiku, ale mam dzisiaj dobry humor. Zresztą, jak każdego dnia - odparł melodyjnie.

- Każdego dnia? - spytał Brandon.

- Oczywiście. Jesteś zaskoczony?

- Niewiele znam takich osób, które każdego dnia byłyby w dobrym humorze.

- On kogoś przed nami udaje, na pewno - stwierdził Riven.

- Jeśli dla was zaskoczeniem jest, że tak się da, to cóż mogę zrobić? Zjedzcie śniadanie na spokojnie. Mam dobrą wiadomość. Od dzisiaj koniec z przesiadywaniem w komnatach! - powiedział triumfalnie.

- No, nareszcie - powiedziała Stella z ulgą.

- Tak, miałam już tego dość - przyznała Layla.

- Chyba po moim trupie! - wtrąciła się Ellen, która właśnie weszła do sali. To raczej pierwsza scena, w której zdenerwowała się do tego stopnia.

- Dlaczego się na to nie zgadzasz? - spytał zwyczajnie Alxir.

- Przecież mówiłeś, że tego nie zrobisz, prawda? - spojrzała na niego groźnie.

- Wcale tak nie powiedziałem - odparł. - Od początku rozważałem tę opcję.

- Być może, ale nie tak miała wyglądać ta misja. Nie dostałam pozwolenia, żeby cokolwiek zmieniać w organizacji.

- Czasami takie zmiany są potrzebne. Nie przejmuj się jednak. Bractwo nic nam nie zrobi - uspokajał.

- Widać, że niewiele mogę poradzić na to, że robisz to, co chcesz i bez wysłuchania mojego zdania.

- Słuchałem twojego zdania, ale to nie znaczy, że się z nim w pełni zgadzam.

- Wiesz, jak ciebie słucham, to odnoszę wrażenie, że może jednak lepiej bym postąpiła, gdybym odeszła i zostawiła wszystko w twoich rękach - powiedziała i zrobiła krótką pauzę. - I chyba tak zrobię. Czułam, że prowadzenie tej misji może mnie przerosnąć - wyznała.

- Nie rób tego, Ellen - zareagował nagle Riven. - Cały czas świetnie dajesz sobie radę. Decyzja Musy, że odejdzie zmieniła sporo, ale to nie jest twoja wina - mówił.

- Faktycznie. To już bardziej twoja wina - wtrąciła Stella.

- Nie wiem, ile razy muszę tłumaczyć, że mogę robić w moim życiu to, co chcę. Trudno o inną reakcję Musy, kiedy znaliśmy się tyle lat, ale musiało do tego dojść. Teraz jest jej trudno, ale w przyszłości stanie się to podstawą do jej lepszego życia. Zapomni o mnie i znajdzie zródło prawdziwego szczęścia, ja także - wyjaśniał magik.

Wszyscy spojrzeli odrobinę przychylniej na Riven'a, gdy usłyszeli to, co powiedział. Zaczęli się zastanawiać czy może on nie ma choć odrobiny racji? Ten specjalista nigdy nie był dla czarodziejki muzyki wymarzonym facetem, ale ta ceniła u niego pewne cechy, jak choćby szczerość i niezależność działania od osądów innych ludzi. Tylko, czy to w zupełności mogło wystarczyć do zbudowania stabilnego związku?




Tymczasem, Musa przyleciała na swoją rodzinną planetę, Melodię. Przez chwilę rozglądała się po górzystym krajobrazie. Jej uwagę przykuły szczególnie drzewa, których liście przybierały czerwonawą barwę. Widoki te utkwiły w jej pamięć, ale ponieważ dawno tu nie była, czuła pewien powiew świeżości z tego miejsca. Spokojnym krokiem udała się w kierunku domu swojego ojca. Swojego tatę ujrzała niespodziewanie w trakcie drogi. Czarodziejka wręcz rzuciła się na niego i uścisnęła go. Miała poczucie wielkiej ulgi. Nie rozumiała, dlaczego, ale tak właśnie było. Już dawno nie miała okazji by się do kogoś przytulić. To była naprawdę przyjemna chwila.

Wkrótce, ojciec z córką znaleźli się w ich domu. Ho-Boe przygotował jeszcze tylko coś ciepłego do picia i usiadł od razu z Musą przy jednym stole.

- Gdy wczoraj dzwoniłaś do mnie, odniosłem wrażenie, jakbyś była smutna. Czy miałem rację? - spytał poważnie i z wyczuwalną troską w głosie.

- Tak, tato.

- Możesz mi opowiedzieć, co było tego przyczyną?

- Postaram się. Otóż, coś zmieniło się w moim życiu. Zawiodłam się na kimś, kogo kochałam - odpowiedziała zraniona córka.

- Riven... - powiedział ojciec pod nosem. - O niego chodzi?

- O niego - potwierdziła szybko.

- I co zrobił?

- Zdradził - odparła. - Zrobił to dla elfki prowadzącej misję, w której brałam udział.

- Ten magik... - zaczął. - Obawiałem się, że może do tego dojść z jego strony. Łudziłem się przez jakiś czas, że to dobry mężczyzna dla ciebie, ale nie, pomyliłem się! Od początku miałem rację. Jest nieodpowiedzialny, widzisz? - ojciec czarodziejki zaczął się denerwować.

- Tato, czy powinnam o nim w takim razie zapomnieć? - Musa posmutniała.

- Dużo razem przeszliście, dlatego wątpię, żeby to było możliwe. Powinnaś pogodzić się z tym, że on nie jest ciebie wart - stwierdził z przekonaniem.

- Może, tylko... Ja go dalej kocham, wiesz? - mówiła zasmucona.

- Muso, jeszcze po tym, co ci zrobił? - zdziwił się i westchnął po chwili. - Miłość do niego zaślepiła cię, czyż nie? Nie potrafisz zobaczyć, jaki to okropny typ człowieka, najgorszy. Od takich trzeba trzymać się z dala. On nie jest nic wart, a na pewno nie ciebie! Jest nikim! - Uderzył zaciśniętą dłonią w stół. Nerwy przejęły nad nim zbyt dużą kontrolę.

- Tato, przestań! - krzyknęła błagalnie Musa. Zapanowała cisza.

- Czy... nie mam racji? - spytał powoli ojciec, jak tylko już trochę ochłonął.

- Sama nie wiem. - Musa schowała głowę w dłoniach na kilka chwil. - Jest mi ciężko, a w mojej głowie panuje chaos - przyznała.

- Potrzebujesz po prostu czasu, żeby się uspokoić i zaakceptować obecną sytuację. Mi też jest przykro z powodu Riven'a. W przeszłości pokazał się również z dobrej strony, ale teraz odnoszę wrażenie, jakby tylko udawał, żebym mu zaufał.

- Riven? I udawanie? To nie jest w jego stylu. Riven zawsze jest szczery i prawdziwy - stwierdziła pewnie.

- Tak, to prawda. Pokazał ci to niedawno.

- Tato, lepsze to, niż żeby zdradzał mnie za moimi plecami.

- Ja uważam, że najlepiej by było, gdyby w ogóle tego nie zrobił. Przecież znacie się tyle lat, czyż nie? Jak on, po tym wszystkim co przeszliście, mógł cię zostawić, jak gdyby nigdy nic?

- Nie wiem, naprawdę.

- Stało się. Czasu nie cofniemy. Niech to, co teraz czujesz, będzie dla ciebie świadectwem tego, że nie możesz mu więcej zaufać. I myślę, że na tym możemy skończyć naszą rozmowę na temat Riven'a.

- Tato, to może powiesz, co u ciebie? - zmieniła chętnie temat córka. Nie musiała długo zastanawiać się, o co chce zapytać.

- Moje życie jest wciąż samotne i niezbyt interesujące. Nikogo już nie szukam. Twoja matka była dla mnie najważniejszą osobą we wszechświecie. Nie chcę wiązać się z żadną inną kobietą. Uważam, że wierność jednej osobie powinna trwać nawet po jej śmierci - mówił pewnym tonem. Ojciec czarodziejki pogodził się ze stratą swojej żony i podjął decyzję, że spędzi resztę swojego życia sam, ponieważ kocha dalej osobę, która odeszła.

- Musi być ci ciężko spędzać czas w samotności - mówiła z wyczuwalną troską córka.

- Spotykam codziennie różnych ludzi, więc mam do kogo otworzyć usta. Moja sytuacja nie jest tak zła. Czuję się szczęśliwy, wierz mi - zapewniał. Na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech.

- Nawet bez mamy? - spytała trochę zdziwiona tym, co usłyszała.

- Ci, których prawdziwie kochamy, zawsze będą z nami, w naszych sercach, nawet jeśli przestaniemy widywać ich na co dzień. Twoja matka dalej jest ze mną. Wierzę w to. Wierzę w to najbardziej ze wszystkich innych rzeczy, dlatego jest dalej szczęśliwy, bo ona jest ze mną. Nie ważne, czy podziwiam zachód słońca, czy ciężko pracuję. Ona trwa przy mnie - mówił z przekonaniem.

- Chciałabym, żebyś i ty zawsze przy mnie trwał, tato.

- Jeśli tylko w to uwierzysz, tak właśnie się stanie. Będę cię obserwował i życzył ci jak najlepiej - obiecywał.

- Mam wrażenie, że nawet śmierć nie zdoła nas rozłączyć.

- I zawsze o tym pamiętaj.

- Będę - Przysięgła, chwytając dłonie swojego ojca.




Reakcja Riven'a na ponowną chęć odejścia Ellen nie zaskoczyła szczególnie samej elfki. Ona jednak dalej uważała, że nie może zająć miejsca Musy, choć nie był to jedyny powód, dla którego nie chciała związać się z magikiem. Tymczasem, na sali panował gwar rozmów.

- Co wy na to, żeby dzisiaj zorganizować jakąś zabawę? - spytał nagle i donośnym tonem głosu Alxir, a Ellen po prostu coś tchnęło. Podbiegła do niego natychmiast.

- Po tym, co się stało?! - spytała rozzłoszczona. Zapanowała cisza.

Każdy przyglądał się tylko Ellen i Alxir'owi. Spór między nią, a nim, wisiał w powietrzu. Nikt nie chciał się wtrącać i okazało się, że wcale nie było to konieczne. Ellen szybko zawróciła, cała speszona, do swojej komnaty. Wstydziła się swojej reakcji. Uważała, że to nie powinno się nigdy wydarzyć, choć może to jednak Alxir przegiął tym razem?

W każdym razie, zabawa nie została zorganizowana. Reakcja elfki, na śmiałą propozycję, wywołała realny skutek. Rozkład dnia został trochę zmieniony. Alxir postanowił zabrać wszystkich na najwyższe piętro zamku, gdzie znajdowała się rozległa sala, oświetlana oczywiście tylko przez swiatło słoneczne, wpadające przez okna na każdej ścianie. Magicy zabrali jeszcze tylko leżaki ze schowka, na którymś z pięter niżej, dla siebie i czarodziejek. Wkrótce wszyscy zajęli wygodne miejsca. Alxir poprowadził zajęcia z relaksacji i poznawania wnętrza siebie.

Nie dla wszystkich okazały się one interesujące w tym samym stopniu. Doskonale wiadomo, o kogo chodzi. Riven jednak wcale nie buntował się. Wykorzystał okazję, gdy wszyscy mieli zamknięte oczy i znaleźli się w pewnego rodzaju transie, żeby po cichu opuścić salę i zejść na dół. Mężczyzna szybko odnalazł pokój Ellen i udał się w jego kierunku. Otworzył drzwi delikatnie, bez pukania. Ujrzał płaczącą elfkę na łóżku. Ta zdała sobie sprawę z jego obecności. Wolałaby co prawda, żeby on nie widział jej w obecnym stanie, ale wiedziała, że nie ma jak skryć łez, dlatego nie próbowała ich zataić. Mężczyzna powoli podszedł do niej i usiadł na krańcu łóżka.

- Dlaczego płaczesz? - spytał.

- Może lepiej już sobie idź - powiedziała, a jej stan trochę się pogłębił.

- Mam cię teraz zostawić? Nie ma mowy - upierał się.

- Po co zostawiłeś Musę? Dla mnie? - pytała ze złością do mężczyzny.

- Tak - odparł.

- I co? Potrzebowałeś nowego źródła szczęścia? Myślałeś, że tak po prostu rzucę się w twoje ramiona?

- Przestań! Przecież dobrze wiesz, że nie jesteśmy tak blisko. Musimy się lepiej poznać - mówił.

- Ale czego ty ode mnie oczekujesz? Mam zacząć z tobą chodzić? Ja? - pytała zaskoczona.

- Czemu by nie? Może teraz tego nie widzisz, ale tak naprawdę to się lubimy. Te wszystkie sytuacje nie miały miejsca bez powodu. Uważam, że przeznaczenie to bzdury, ale tym razem coś jest na rzeczy.

- Czy ty jesteś poważny? Uważasz, że zbiegi okoliczności o czymś świadczą?

- Przecież to nie są żadne zbiegi okoliczności! I ty sama tak uważasz. Zmieniłaś nagle zdanie?

- Idź już sobie! - nalegała tonem, żeby wyszedł. - Wcale mi nie pomagasz.

- Nie! Zostanę tu. Nie zostawię cię - upierał się Riven.

- Kiedy wybijesz sobie mnie z głowy? Najpierw zerwałeś z Musą, która cię kochała. Teraz próbujesz mnie zmusić, żebym to ja ciebie kochała. Ranisz nas obie! - powiedziała głośno i przez łzy.

- Nie, nie! Jest po prostu za wcześnie, byś to przyznała. Wszystko się zmieni. Wszystko się ułoży, zobaczysz! - obiecywał, choć nie wiadomo na jakiej podstawie.

- Czy ty siebie słyszysz? Nic do ciebie nie dociera! - krzyknęła. Riven wyciągnął swoją dłoń w kierunku jej barka, ale Ellen ją odtrąciła.

- Nie dotykaj mnie i wyjdź! - mówiła stanowczo.

- Nie, nie zrobię tego - odparł.

Ellen nie mogła znaleźć innego sposobu, żeby sobie poradzić z Riven'em, jak tylko użyć swojej magii. Dyskretnie wykorzystała swoją moc, żeby unieść mężczyznę ku górze. Gdy znalazł się z metr nad podłogą, zamknęła go w magicznej kapsule, przypominającej bańkę mydlaną. Magik nie mógł jej uszkodzić. Ellen wstała z łóżka i popchnęła dłonią bańkę, bardzo lekką jak na jej zawartość, ku wolnemu kątowi w komnacie i podniosła ją pod sam sufit. Małe więzienie blokowało także większość fal dźwiękowych, więc elfka nie musiała słuchać tego, co Riven chce jej powiedzieć. Mężczyzna sprawiał wrażenie zrozpaczonego. Jego słowa płynęły przez emocje. On nie potrafił teraz racjonalnie pomyśleć.

Ellen położyła się ponownie i zamknęła oczy. Czuła do siebie pewne wyrzuty sumienia za to, jak potraktowała magika, ale doszła do wniosku, że nie miała innego wyjścia.





Już na wstępie przyznam, że zdaję sobie sprawę z tego, że po takiej przerwie, jaka miała miejsce od publikacji poprzedniego rozdziału, można oczekiwać czegoś dłuższego. Tak, tak. Myślę, że jednak ten rozdział wyszedł mi przyzwoicie. Wierzę, że i wam się spodoba. Ostatnimi czasy zajmuję się różnymi innymi rzeczami, dlatego sporo czasu mniej piszę opowiadania, ale trzecia seria zostanie oczywiście skończona. Mam już różne pomysły na wydarzenia. Pozostaje jeszcze tylko przelać to na papier, a raczej komputer.


Korzystając z okazji, chciałbym życzyć Wam mile spędzonego tygodnia w gronie najbliższych. Nie wiem, czy pojawi się tutaj jakiś kolejny post przed nowym rokiem, dlatego pragnę napisać coś jeszcze, odnośnie postanowień noworocznych. Jeśli już chcemy coś sobie postanowić, najlepiej zrobić to tydzień po nowym roku, na spokojnie. Często chcemy, żeby każdy kolejny rok był lepszy i bardziej obfity w sukcesy. Nie ma w tym nic złego. Jednakże, planując sobie cele na haju po wpływem ekscytacji, silnych emocji towarzyszących pod koniec roku, może nic wtedy nie wyniknąć. To mogą być ładne, choć puste obietnice. Zmierzam do tego, żeby decyzje odnośnie zmian w naszym życiu podejmować raczej w neutralnym stanie i żeby te decyzje były dobrze przemyślane, żebyśmy znali ich sens i po co chcemy coś zmieniać, czy to nie będzie także ślepa uliczka. Ja to mogę sobie pisać, ale zróbcie jak uważacie. To także będzie całkowicie w porządku. ;-)


Z drugiej strony, kto powiedział, że potrzebujemy okazji (jaką jest na przykład nowy rok) do tego, żeby coś sobie postanowić i to zacząć realizować?


Już, to tyle. Dziękuję za uwagę. Trzymajcie się. Pozdrawiam Was ciepło.

piątek, 23 października 2015

Rozdział 68 - Poszukując akceptacji



W Inestion w dalszym ciągu trwała misja, lecz tym razem już bez udziału Musy. Jedyne osoby, które miały świadomość jej odłączenia się to Layla, Flora, Helia i Riven. Wkrótce dołączył do nich również Nabu, który spotkał ich na swojej drodze. Był mocno zaskoczony tym, że nikt nie zdołał zatrzymać Musy. Layla tłumaczyła, że nie miała na to żadnego wpływu, ponieważ ona sama podjęła taką decyzję i trzymała się jej uparcie. Cała piątka wkrótce wspólnie udała się w kierunku reszty przyjaciół.

Ellen, zaraz po tym jak wypuściła czarodziejkę muzyki z zamku, wróciła do nadzorowania przebiegu misji. Szła powoli korytarzem, żeby dojść do jaskini i dalej czuła się zszokowana tym, co powiedział jej Riven. Odniosła właśnie wrażenie, że źle postąpiła zwracając wtedy na siebie uwagę tego mężczyzny. Gdyby nie bawiła się w utrudnianie mu życia, pewnie nawet nie zauważyłby jej obecności. Z drugiej strony, może ta scena i tak była nieunikniona? Zapewne. On tylko czekał na dobry moment i znalazł go, ale niefortunnie złożyło się, że Musa przyszła na czas i usłyszała to, czego nie powinna. W przeciwnym razie, udałoby się zapewne z czasem przygasić uczucie Riven'a. Ellen dalej rozmyślała. Zastanawiała się jeszcze jak zareaguje reszta osób, gdy się o tym dowie. Czy ktoś jeszcze zrezygnuje z misji? Jeśli tak, to czy ona za to odpowie przed Bractwem? Niewątpliwie, do niedawna wszystko szło gładko, ale teraz zaczną się robić schody.

Po trochę dłuższym okresie czasu, piątka bohaterów znalazła się na początku jaskini. Jako, że trzy pary udały się do trzech korytarzy i jeszcze nie wróciły, bohaterowie rozdzielili się. Nie mieli z tym żadnego problemu. Riven udał się samotnie tam, gdzie poszli Bloom i Sky. Layla z Nabu postanowili dołączyć do Stelli i Brandona. Flora i Helia obrali ścieżkę, którą wybrali wcześniej Tecna i Timmy.

Bloom ze Sky'em właśnie wracali, gdy Riven szedł w ich kierunku. Wyglądali na zadowolonych z siebie. Zapewne wszystko potoczyło się po ich myśli.

— Hej! — krzyknął Riven. — Co było na końcu korytarza? — spytał.

— Cześć — odpowiedziała zwyczajnie czarodziejka. — Zwykła ściana, którą należało potraktować siłą, żeby dobrać się do dźwigni za nią — oznajmiła.

— Czemu zawdzięczamy twoją wizytę? — spytał udawanym, miłym głosem Sky.

— Nie żartuj sobie nawet... — odparł zrezygnowany.

— Coś się stało? — zapytała zaciekawiona Bloom.

— Dowiecie się wszyscy w swoim czasie. Teraz nie mam ochoty o tym opowiadać — uciął temat Riven. Bloom spojrzała pytająco na Sky'a, a ten wzruszył ramionami. Cała trójka poszła po prostu przed siebie.

Trochę później, Layla z Nabu trafili na Stellę i Brandona. Ci, po uprzednim zniszczeniu ściany, mieli do czynienia z całkiem łatwym zadaniem, które polegało na ułożeniu diamentów w kolejności kolorów tęczy, co oczywiście z początku nie było wiadome. W każdym razie, Stella zajęła się tą zagadką z przyjemnością. Brandon mógł wtedy tylko sobie popatrzeć. Zresztą, to on zrównał z ziemią przeszkodę prowadzącą do zagadki, więc podział prac wydawał się całkiem sprawiedliwy.

— Laylo, czy ty przypadkiem nie szłaś z Musą? — spytała Stella. Zorientowała się szybko, że brakuje czarodziejki muzyki.

— Właśnie! — potwierdził Brandon. — Nabu, a ty szedłeś sam — dodał po chwili.

— O nic się teraz nie martwcie — nakazał magik.

— Na wyjaśnienia będzie czas później — dodała Layla.

Flora i Helia najpóźniej dotarli do Tecny i Timmy'ego. Ci także zrozumieli, że należy zlikwidować ścianę i tak też uczynili, ale tuż za nią stała kolejna, szklana ściana. Tej nie mogli się pozbyć żadnym sposobem, a było to konieczne, gdyż kilka metrów za nią, na ścianie znajdowała się dźwignia. Najwidoczniej mieli pecha. Do tego zadania idealnie nadawała się jednak Flora. Użyła swojej magii, aby utworzyć pnącze, które kierowane jej siłą woli, przeciągnęło dźwignię w dół. Przez krótką chwilę, ziemia lekko drżała.

— Myślę, że to dobry znak — stwierdziła czarodziejka natury.

— Kto wymyślił te utrudnienia, żebyśmy nie wszyscy mogli sobie z nimi poradzić? — spytała lekko zirytowana Tecna. Siedziała tutaj z Timmy'm sporo czasu, próbując zniszczyć szklaną ścianę, a wystarczyła tylko osoba o odpowiednich zdolnościach. To rzeczywiście mogło być irytujące.

— Nie sądzę, żeby odpowiadała za to Ellen. To raczej nie ona projektowała te podziemia — odpowiedziała Flora.

— Myślę, że powinniśmy wracać. Inni mogą już na nas czekać — wtrącił się Timmy. Każdy posłuchał jego rady.

Wszyscy spotkali się po pewnym czasie na początku jaskini. W prawie pełnym komplecie udali się od razu korytarzem, którym wcześniej szedł Riven, ponieważ okazał się najkrótszą drogą do wyjścia. Brak obecności czarodziejki muzyki nie pozostał jednak nikomu obojętny. Każdy, kto nie wiedział o incydencie mającym miejsce jakiś czas temu, chciał wiedzieć, co się z nią stało. Zapewnianie ich, że dowiedzą się potem było uciążliwe, ale pomimo trudów, udało się to zrobić. I w końcu cała grupa dotarła na miejsce. Wrota stały otworem dla naszych bohaterów. Wkrótce każdy przekroczył ich próg. Udało się co prawda wyjść z podziemi, ale na świętowanie było jeszcze za wcześnie.

— Nareszcie świeże powietrze! Wolność! — ucieszył się Helia.

— Teraz musimy jeszcze tylko trafić do zamku. Szybko, nie traćmy czasu! — poganiał Riven. Coś nadzwyczajnie mu się śpieszyło dzisiaj...

— Stójcie! — zawołała Bloom. Skrzyżowała ramiona.

— Właśnie — dołączyła się Stella. — Nie zrobimy ani kroku naprzód, dopóki nie dowiemy się co z Musą.

— Czy ona jest dalej w podziemiach? — spytała Tecna.

— One mają rację. Już pora, żebyście nam wyjaśnili, co się takiego wydarzyło, że Musa nie jest teraz z nami — poparł czarodziejki Sky. Również z min Brandona i Timmy'ego dało się wyczytać, że chcą poznać odpowiedź. Teraz.

Flora spojrzała bezradnie na Helię, który chwycił jej dłoń. Layla i Nabu uznali, że ich przyjaciele mają prawo wiedzieć co się stało i nie ma sensu tego ukrywać, ale jeszcze nic nie powiedzieli. Riven schował ręce do kieszeni, spojrzał na ziemię i kopnął kamyk, który leżał przy jego bucie. Tym razem sumienie podpowiadało mu, że to on jest winny całemu zajściu. Czułby wstyd, gdyby jego przyjaciele musieli tłumaczyć innym coś, co stało się najbardziej z jego przyczyny. Spojrzał na żądnych wyjaśnień czarodziejki i magików. Potem zrobił kilka kroków do przodu.

— Widzicie... — zaczął powoli. — Tak naprawdę, to z mojej winy nie ma jej tu z nami — mówił.

— Może najpierw wrócimy wszyscy do zamku? — zaproponowała Ellen. Wyglądało to tak, jakby pojawiła się znikąd, ale w rzeczywistości wyszła z podziemia, zupełnie jak pozostali. Stwierdzenie, że potrafi się teleportować, byłoby więc błędne.

— Czyli i ty wiesz? — spytała Bloom. Elfka kiwnęła głową na potwierdzenie.

— Jest cała i zdrowa, ale zrezygnowała z misji — dodała szybko.

— Czemu? — spytał Brandon.

— Nie słuchałeś? Przecież Riven mówił, że to jego wina — przypomniała Stella.

— To niech kontynuuje — nakazała z lekkim gniewem Bloom.

— Spokojnie. Wróćmy najpierw do zamku — wręcz prosiła Ellen. Po chwili zaczęła iść. Reszta bohaterów wymieniła porozumiewawcze spojrzenia i zaakceptowała jej prośbę. Grupa, która znała prawdę, podążała najbliżej Ellen. Riven przyglądał się elfce z uśmiechem na twarzy. Prawie oczu z niej nie spuszczał. Wiedział, że nawet jeśli wszyscy go znienawidzą, on nie będzie żałował tego co zrobił. To była tylko jego decyzja. W pewnej chwili poczuł, że ktoś szturcha go w ramię. Obrócił głowę w lewą stronę i ujrzał twarz Flory, wyrażającą złość do niego.

— Czemu się uśmiechasz? — spytał ją złośliwie.

— A ty? — spytała prawie szeptem i wrogim tonem czarodziejka.

— Czy to zabronione? — odparł zwyczajnie.

— W takiej sytuacji mógłbyś chociaż udawać, że jest ci przykro.

— Kwiatuszku, jestem wolnym człowiekiem. W przeciwieństwie do ciebie, nie jestem roślinką na czyimś parapecie — odpowiedział melodyjnie.

— Co? — odparła. Z jakiegoś powodu, dotknęło to ją.

— Czy to źle, że rozstałem się z Musą, ponieważ mogłem wybrać inną? — spytał zwyczajnie.

— Sugerujesz, że jestem zależna od Helii?

— Kwiatek, który nie dostanie wody, umrze, czyż nie? Jak jest w twoim przypadku?

— Ty to masz tupet! — powiedziała trochę głośniej. Znów dała się zdenerwować. — Tak namieszać, a potem jeszcze opowiadać takie rzeczy o mnie — odparła. — Mylisz się — dodała po chwili z nutką niepewności w głosie.

— Udowodnij — wręcz nakazał. — Pokaż to — zachęcał ją. — Czy potrafiłabyś wytrzymać choć kilka dni sama? — spojrzał jej w oczy. Czarodziejka szybko spuściła wzrok.

— Wiedziałem — powiedział pod nosem.

— Nie słuchaj tych bzdur, Floro — odezwał się w końcu Helia. Objął ją w pasie, ale ta odsunęła się prędko. Zaskoczyło go jej zachowanie.

— Myślisz, że potrzebuję twojej ciągłej opieki? — spytała od razu.

— Chciałem tylko mieć cię bliżej siebie i uchronić od szkodliwego wpływu kontaktów z tym egoistą — wyjaśnił.

— Z nim akurat sama sobie poradzę — odparła dość pewnym tonem jak na nią.

— Riven, dalej czujesz się niewinny? — spytał Helia. Zamienił się miejscami z Florą, żeby nie musiała z nim więcej rozmawiać.

— Czy zrobiłem coś złego? Rozstałem się z Musą. Zresztą, to miało miejsce już wcześniej. Przecież długo nie odzywaliśmy się do siebie. Dzisiaj tylko potwierdziłem koniec naszego związku. I tyle. Za resztę zdarzeń nie odpowiadam. On chciała zrezygnować z misji. Ja jej do tego nie zmusiłem, prawda?

— Wiedz, że to wcale cię nie tłumaczy. Mogłeś przewidzieć konsekwencje i załatwić swoje sprawy uczuciowe po misji.

— Skąd ta pewność, że potem dalej mógłbym mieć okazję, by porozmawiać z Ellen? Z tego co mi wiadomo, to nasza ostatnia misja, czyż nie?

— To nie zmienia faktu, że dało się wybrać bardziej dogodny moment. Zresztą, wcale nie pochwalam tego, że zerwałeś z Musą — wyjaśnił Helia.

— Najważniejsze, że ja to przemyślałem. Ty już nie musisz się ze mną zgadzać. Zajmij się swoim życiem — odparł niezbyt elegancko.

Spacer z powrotem do zamku potrwał dłuższą chwilę. Każdy chciał tylko wiedzieć co z Musą. Wszyscy weszli do głównej hali. Ellen prowadziła i jako pierwsza ujrzała kogoś nowego w budynku. Około dwudziestoletni mężczyzna siedział sobie zrelaksowany na jednej z ławek. Miał przymknięte oczy. Elfka trochę się go przestraszyła z początku, lecz później rozpoznała twarz gościa. Ten wstał i poszedł się z nią przywitać. Podał jej dłoń. Ellen po chwili uczyniła to samo.

— Cześć. Nie spodziewałam się twojej wizyty. Co cię sprowadza do Inestion? — spytała dość poważnym tonem. Reszta grupy wyglądała na lekko zdezorientowaną. Riven zastanawiał się, kim jest dla niej ten mężczyzna. Flora odniosła wrażenie, że to dobry człowiek. Helia próbował sobie przypomnieć skąd zna tę twarz i wkrótce mu się to udało.

— Ty jesteś Alxir, prawda? — zapytał od razu.

— We własnej osobie. Witaj, Helia — odpowiedział mu z uśmiechem na twarzy. Magik ucieszył się.

— Kim on jest? — spytała go szeptem Flora.

— Kiedyś bardzo mi pomógł. Później ci opowiem — odpowiedział Helia.

— Widzę, że również kwiatowa wróżka ma się świetnie. Znakomicie! — powiedział z entuzjazmem. Podszedł do niej i jej również podał dłoń. — Miło mi cię poznać. — Ukłonił jej się lekko. Czarodziejka nie mogła pojąć, co się dzieje.

— Chyba nie odpowiedziałem na twoje pytanie, Ellen — przypomniał sobie po chwili.

— Doprawdy? — zapytała sarkastycznie elfka.

— Dowiedziałem się o misji, jaką prowadzisz. Zgłosiłem się do pomocy. — Uśmiechnął się.

— Oh, jak miło — odparła ironicznie.

— Ellen, czyżbyś nie była w humorze? Razem wszystko naprawimy i dobrze przeprowadzimy tę misję.

— O czym ty teraz opowiadasz? — spytała zdziwiona elfka.

— Nie ma potrzeby, by udawać. Wiem o tym, że Musa zrezygnowała z misji. I potrafię przewidzieć dalsze konsekwencje jej decyzji — mówił.

— Dobrze ci się mieszka w Magix, prawda? — spytała złośliwie.

— Wyśmienicie! Miło, że pytasz — odparł wręcz nieadekwatnie miłym tonem głosu.

— Wiesz, to dobrze, że chcesz bezinteresownie mi pomóc, ale wolę prowadzić tę misję niezależnie — mówiła powoli.

— Potrzebujesz mojej pomocy, uwierz — odparł przekonująco. Po chwili pogłaskał ją dłonią po głowie. Ta zrobiła grymas na twarzy ze zdumienia.

— Mógłbyś tak... nie robić? — zwróciła mu uwagę. Zabrała też od siebie jego rękę.

— Przepraszam, że się wtrącę, ale słyszeliśmy już wszyscy, że Musa zrezygnowała — zaczęła mówić Bloom.

— Tak, to prawda — potwierdził Alxir.

— Chcielibyśmy wszyscy znać powód — dodała rudowłosa.

— Opowiesz im, Ellen? — spytała osoba niosąca bezinteresowną pomoc.

— Należą im się wyjaśnienia — stwierdziła.

— Ja mogę to zrobić. Tu chodzi o moją decyzję. — Riven przełamał się i stanął tuż obok Ellen. Ta zaczęła się natychmiast obawiać tego, co on zamierza powiedzieć. Miała wrażenie, że zaraz przyjdzie moment, w którym zarumieni się najbardziej w jej życiu. Sama nie wiedziała czy to ze wstydu czy z zawstydzenia.

— Zerwałem dzisiaj z Musą — powiedział poważnym tonem Riven. — Zrobiłem to, ponieważ chcę być z inną osobą. Taką, która mnie rozumie i akceptuje takim, jakim jestem. I tą osobą jest właśnie Ellen — przemówił z wiarą we własne słowa. Elfka zamknęła oczy. Miała ochotę zniknąć. Każdy patrzył właśnie na nią i Riven'a. Zapanowała tak niezręczna cisza.

— Człowieku, czy ty jesteś poważny? — spytała z niedowierzaniem Stella.

— Hmm. Dobry gust — skomentował Brandon. Jego dziewczyna szturchnęła go łokciem.

— Powiedziałeś o tym Musie i wtedy odeszła, tak? — zapytała Bloom.

— Niezupełnie. To ona usłyszała moją rozmowę z Ellen i wtedy wkroczyła. Była bardzo zdenerwowana — wytłumaczył Riven.

— Nie dziwię się jej — skomentowała Stella.

— Teraz wszystko jest jasne. Misję prowadzi ktoś, kto odebrał jej chłopaka — stwierdziła Bloom.

— To może niech teraz Ellen coś powie? — spytała Tecna. Elfka westchnęła i otworzyła oczy. Miała małą nadzieję, że obejdzie się jakoś bez jej wypowiedzi.

— Riven — zaczęła. — On rzeczywiście powiedział, że mnie kocha. Zupełnie nie wiedziałam, jak się do tego ustosunkować. To nie było celowe z mojej strony, żeby on chociaż mnie polubił. Moje usta nigdy nie mówiły, że go lubią. I nie mogę potwierdzić wam, że i ja chcę być z Riven'em. To uczucie powstało z przypadku, Riven — zwróciła się do niego. Wiedziała, że go tym poruszyła, ale chciała być szczera.

— To wszystko, co pragnę powiedzieć. Wrócę do was później. Alxir przyszedł, więc niech będzie z niego pożytek. Na razie wrócę do swojej komnaty i tam trochę odpocznę. — Miała już się obrócić, ale Riven chwycił ją za ramię.

— Pójdę z tobą. Porozmawiajmy jeszcze — poprosił.

— Chcę być sama — odparła stanowczo. Wyrwała się szybko z jego chwytu i udała się przyśpieszonym krokiem ku swojej komnacie.

— Ellen! — zawołał za nią.

— Teraz ją zostaw — nakazał Alxir.

— Nie będziesz wydawał mi poleceń — odparł magik.

— Zrozum, że dla niej to też jest trudne.

— On ma rację. Nic teraz nie wskurasz — zgodził się Helia.

Riven uspokoił się, w dużej mierze, po kilku chwilach. Rzeczywiście zrozumiał, że jest jeszcze za wcześnie, aby coś zdziałać w sprawie Ellen. Ona musi oswoić się z nową sytuacją. Magik usiadł sobie trochę dalej od towarzystwa, co ostatnio często miał w zwyczaju. Alxir tymczasem zaczął opowiadać o dalszych planach co do misji.

— Wiem, jak trudne musi być to, że wasza przyjaciółka zrezygnowała z misji. Z tego co mi wiadomo, Winx zawsze trzymają się razem, ale tym razem może być inaczej. Czy jesteście w stanie zrobić ten wyjątek? — spytał czarodziejki.

— To dla nas trudny wybór — przyznała Bloom.

— Myślę, że przyjaźń jest ważniejsza od jakiejś misji — mówiła Stella.

— Właśnie, to przecież Bractwo potrzebuje naszej pomocy — stwiedziła Tecna.

— Na pewno nie da się przywrócić Musy do misji? — spytała Layla.

— Nie minęło jeszcze dużo czasu od jej odejścia, ale wątpię, żeby zmieniła zdanie. Teraz nie przepada ani za Riven'em, ani za Ellen, dlatego pewnie nie chciałaby przebywać w ich towarzystwie — tłumaczył Alxir.

— A gdyby tak te dwie osoby — zastanowiła się Stella — odeszły? — spytała.

— Jeżeli o mnie chodzi, to nie ma mowy. Zostaję do końca. Nie po to straciłem już tyle czasu, żeby się wycofać — wytłumaczył się Riven. Zdawał się być bardzo wytrwały.

— Przyznaj, że chcesz widywać się z Ellen. Jak się wycofasz, stracisz z nią kontakt — powiedziała Flora i miała sporo racji. Mężczyzna nic nie odpowiedział.

— Przeprowadźmy głosowanie. Skoro jest z nami Alxir, Ellen może wrócić skąd przyszła — zaproponowała Stella.

— Będziemy głosować kto jest za jej odejściem? — spytała Bloom.

— Dokładnie — potwierdziła.

— Ellen popełniła kilka drobnych błędów, które przyczyniły się do obecnej sytuacji, ale nie uważam, żeby rozważanie od razu jej odejścia było dobrym pomysłem — dodał swoje zdanie Alxir.

— Każdy popełnia błędy, a Ellen wcale nie zrobiła niczego złego celowo, więc powinniśmy jej wybaczyć. Zapomnieliście, że jest też naszą przyjaciółką? — przemówiła Flora.

— Musę znamy o wiele dłużej i jest oficjalnym członkiem naszego klubu, pamiętasz? Przyjaźń Winx ponad wszystko, prawda? Klub Winx? Mówi ci to coś? — spytała całkiem wrogo Stella.

— Proszę, przestań tak mówić. Myślisz, że nasz klub nic dla mnie nie znaczy? — Florze zrobiło się smutno. Ona sama chciałaby Musę z powrotem, ale nie kosztem odejścia Ellen. W obecnej sytuacji jedno zdawało się wykluczać drugie.

— Odpocznijcie sobie trochę wszyscy. Dzisiaj zrobimy wyjątek i będziecie mogli spotykać się ze sobą w komnatach. Ja porozmawiam później z Ellen — oznajmił Alxir. Każdy się z nim zgodził.

Musa spacerowała po korytarzu w Alfei, ponieważ nie miała ochoty ciągle leżeć na łóżku. Od jej odejścia z Inestion minęły około dwie godziny. Po tym czasie czuła się już trochę lżej, lecz nadal miała średnie samopoczucie. Cała szkoła wydawała się być opustoszała. Zauważyła, że za oknami zaczął padać deszcz. Stanęła przy jednym z parapetów i zapatrzyła się w odległy krajobraz. Do jej głowy napływały wspomnienia związane z Riven'em, zarówno te dobre, jak i mniej. Pomimo, że nie zawsze potrafiła nadawać z nim na tych samych falach, w przypadku gdy się kłócili, odniosiła wrażenie, że naprawdę żyła. Każdy rozwiązany konflikt ją też uszczęśliwiał. Czy Riven rzeczywiście dobrze przemyślał swoją decyzję? Jak mógł zrezygnować ze związku, który trwał tyle lat? Co on takiego znalazł w Ellen, czego nie miała Musa? I najważniejsze pytanie, jakie można zadać. Czy rozstali się na zawsze..?

Czarodziejkę muzyki zauważyła przechodząca akurat Griselda. Już z daleka ją poznała i dziwiła się, co czarodziejka tutaj robi. Czyżby misja dobiegła końca? W takim razie, gdzie jest reszta Winx? Kobieta podeszła do niej.

— Witam — powiedziała.

— Ah — zareagowała z opóźnieniem czarodziejka. — Dzień dobry.

— Już wróciłyście z tamtego zamku? — spytała.

— Nie, to nie tak. Sama wróciłam i tym samym skończyłam swoją misję — odparła zrezygnowana.

— Co się stało? — spytał troskliwym tonem.

— Zrezygnowałam, ponieważ osoba prowadząca naszą misję odebrała mi chłopaka. Nie mam najmniejszej ochoty współpracować z Ellen — mówiła przygaszonym tonem.

— Co ty opowiadasz? Mówisz poważnie? — niedowierzała Griselda.

— Tak.

— Dlaczego jeszcze nie powiedziałaś o tym pani dyrektor Faragondzie?

— Gdy wróciłam, miałam bardzo zły nastrój. Chciałam trochę poleżeć i nie czułam się na siłach, by z kimś o tym rozmawiać.

— Hmm. Tak, może masz rację. Po prostu przyjdź do dyrektorki, gdy będziesz już w stanie o wszystkim opowiedzieć, dobrze?

— Zamierzałam to zrobić niedługo. Myślę, że mogę iść nawet teraz. Nie ma co tego odkładać.

— Trzymaj się, Muso.

Czarodziejka wkrótce udała się do gabinetu Faragondy. Bez pośpiechu opowiedziała o przebiegu misji od samego początku do chwili obecnej. Dyrektorka wysłuchała wszystkiego w skupieniu. Zrozumiała powód decyzji czarodziejki. Nie próbowała namawiać jej do zmiany zdania. Musa przecież była dorosła i mogła swobodnie decydować o swoim życiu. Zamiast tego, dyrektorka spytała jej czy nie miałaby ochoty wrócić do roli nauczycielki w najbliższym terminie. Ta nie miała nic przeciwko, lecz najpierw chciała zrobić coś innego. Pragnęła spotkać się, a raczej spędzić trochę więcej czasu, z najważniejszą osobą w jej życiu. Chciała wrócić na swoją rodzinną planetę i pomieszkać ze swoim ojcem. Inne sprawy mogą jeszcze poczekać. Wkrótce, jak wyszła z gabietu, zadzwoniła do taty i powiedziała mu, że przyjedzie następnego dnia.

Alxir zapukał do drzwi od komnaty Ellen. Nie usłyszał zaproszenia, ale to go nie powstrzymało przed wejściem.

— Czego ode mnie chcesz? Przecież nie mówiłam "proszę" — zareagowała od razu. Natychmiast dało się po niej poznać, że wciąż nie jest w humorze.

— Tak, wiem i przepraszam, ale to jest pilne. — Usiadł na łóżku obok niej.

— Skoro tak, to mów.

— Rozmawiałem jeszcze przez pewien czas ze wszystkimi. Pojawił się pomysł, żeby przywrócić Musę do misji.

— A może powinnam odejść? Wtedy na pewno chętniej wróci — zasugerowała.

— Pojawiła się taka opcja, żebyście ty i Riven odeszli. Pewnie nie zgadniesz, ale Riven w ogóle się na to nie zgodził. Tłumaczył, że już za późno, żeby się wycofać, ale Flora inaczej zrozumiała jego zamiary. Może mu dalej chodzić o ciebie. Ja się z tym zgadzam.

— No, tak. Dopóki jestem ja, on także będzie.

— Ale czy ty naprawdę byłabyś skłonna, żeby odejść?

— Mogę to zrobić — odparła zwyczajnie.

— Z tym, że zrobisz krzywdę Riven'owi, prawda?

— Nie, nie ja mu to zrobię. Skoro sam miał wobec mnie jakieś oczekiwania, nie mogę czuć się winna z tego powodu, że ich nie spełnię, czyż nie? — spytała. Cisza zapadła na krótką chwilę.

— Skontaktuj się z Alfeą. Jeśli Musa zgodzi się wrócić po moim odejściu, zrobię to — powiedziała zdecydowana Ellen. Alxir od razu zadzwonił do dyrektorki szkoły czarodziejek. Dowiedział się o innych planach Musy. W związku z tym, z jej powrotu nici. Ellen dalej mogła zostać w Inestion.

— I tak nie jestem zadowolona. Nawet jeśli nie muszę odejść, to przecież nie odzyskam zaufania czarodziejek i magików, prawda? I co z Riven'em? Przecież codziennie będę go widywać. Nie zapomni o mnie — narzekała Ellen. Czuła się jakoś dziwnie zmęczona.

— Naprawdę nie chcesz dać mu żadnej nadziei? — spytał z lekkim zdziwieniem.

— Oszalałeś? — oburzyła się. — Nigdy nie chciałam być z nim tak blisko. To on mnie za bardzo polubił, a nie ja jego — odparła.

— Czy ty z kimkolwiek chciałaś kiedyś być blisko?

— Nie. Tylko, co z tego? Czy muszę? Nie mogę być sama i niezależna od nikogo? — broniła się.

— To twoje życie, więc możesz wszystko. Tylko, że nawet nie spróbowałaś bycia z kimś. Dlaczego? — drążył temat.

— Bo straciłabym swoją niezależność — wytłumaczyła krótko.

— Nie przesadzasz ani odrobinę? Może da się te dwie rzeczy jakoś pogodzić? — rozważał.

— Na chwilę obecną, nie znam na to sposobu — odparła.

Niedługo potem, cała grupa dowiedziała się, że Musa nie wróci do Inestion, ponieważ wyjeżdża do swojego ojca następnego dnia, a Ellen zostanie w zamku. Wrażenia były różne. Obecna sytuacja najmniej przeszkadzała Florze, Helii, Layli, Nabu, a także Riven'owi. Dla niego ta wiadomość okazała się szczególnie pozytywna. Bloom i Stella oraz Tecna nie czuły się usatysfakcjonowane. Tymczasem, magicy najmniej na tym ucierpieli, ponieważ cały czas byli w komplecie. To, że Riven miał trudny charakter, stało się dla nich standardem. Nikt z nich nie miał nic do Ellen, ale i żaden nie mógł zgodzić się z tym, że decyzja Riven'a jest całkowicie w porządku. W ogóle, kiedy oni zdążyli się tak polubić? Coraz bardziej docierała do nich myśl, że musiało wydarzyć się coś, czego nie widzieli. Tylko, czy rzeczywiście jest jakiś sens, żeby dalej wchodzić w ten temat? Jest już przecież po fakcie.


piątek, 9 października 2015

Rozdział 67 - Naszą przeszłość zostawiam za sobą



Cały kolejny dzień zleciał bez większych fajerwerków. Każdy powoli zaczął oswajać się ze swoją komnatą, a czas spędzany poza nią okazywał się rzeczywiście cenny. Z samego rana, wszyscy spotkali się na hali, czyli tam, gdzie zawsze. Wzięli się za jedzenie śniadania i sporo rozmawiali przy tym między sobą. Nawet mniej wylewne osoby, takie jak Helia czy Timmy, udzielały się o wiele więcej niż zwykle. Widocznie pobyt w samotności dodawał im później ochoty na towarzystwo. Jedynie Riven się nie udzielał. Siedział dalej od wszystkich ze skrzyżowanymi rękoma i patrzył przed siebie skupiony na mało istotnym punkcie w oddali. Nie interesowało go, co dzieje się wokół niego. Wyglądał na bardzo zamyślonego. Musa podeszła do niego po chwili namysłu.

— Hej, coś się stało? Chciałbyś ze mną o tym porozmawiać? — spytała z nutką troski w głosie.

— Co? Nie, nie... — odparł, wyrwany ze swoich myśli. — Nie musisz tego słuchać.

— Czyli jednak coś jednak jest nie tak?

— Niezupełnie. Dowiesz się w swoim czasie — uciął rozmowę.

Musa była zdziwiona tym, co usłyszała. Riven stał się ostatnio bardzo tajemniczy. O czym on mógł myśleć? I czy ma to jakiś związek z nią? Czarodziejka nie rozumiała jeszcze, dlaczego on nie chce jej powiedzieć o wszystkim od razu. Z tego powodu zaczęła snuć trochę czarnych scenariuszy.

Na sali brakowało obecnie tylko jednej osoby. Ellen zwykle towarzyszyła wszystkim, ale tym razem nie zaszczyciła ich swoją obecnością. Florze przyszedł do głowy pomysł, żeby po nią iść. Tak też uczyniła i zobaczyła ją wkrótce na korytarzu. Drobna postać kierowała się spokojnym krokiem w jej stronę.

— Floro, czyżbyś już stęskniła się za swoją komnatą? — spytała żartobliwie elfka.

— Podoba mi się to... ćwiczenie. Jednak, pomimo swojej natury, nie mogłabym przez całe życie spędzać tyle czasu w samotności. Przez czas spędzony tutaj zrozumiałam, że nawet ja lubię od czasu do czasu być towarzyską osobą. I przyszłam tu właśnie po ciebie — odpowiedziała czarodziejka natury.

— To miło, że o mnie pomyślałaś. Mogę obiecać, że dzisiaj zrobimy coś ciekawszego niż do tej pory. Chodźmy po resztę.




Już wkrótce, każdy szedł podążał za Ellen korytarzem zamku. Nikt nie wiedział, dokąd dokładnie. Drobna postać jak zwykle nie zdradzała przedwcześnie żadnych szczegółów. Trzeba przyznać, że potrafiła trzymać w niepewności. Czy ona tylko trzymała się reguł misji, czy może z natury wiele ukrywa? Magicy i czarodziejki ujrzeli niedługo magiczną, białą i lekko przezroczystą ścianę blokującą dalsze przejście. Elfka utworzyła w niej otwór pozwalający przejść dalej. Zapraszała wszystkich do środka gestem dłoni. Każdy po kolei wszedł posłusznie, a ona dołączyła na samym końcu. Przejście oczywiście zamknęła. Drogi powrotnej bez jej zgody już nie było. Marny los czeka Winx i specjalistów...

— Co to ma znaczyć, Ellen? — zapytała z udawanym strachem Flora. Tak naprawdę to wiedziała, że nie ma się czego obawiać, ponieważ bardzo jej ufała.

— Ogłaszam, że spędzicie tu resztę waszego, nędznego życia — odparła wyniosłym tonem.

— Ellen, co to ma niby znaczyć? — spytała zaskoczona Stella.

— Mówisz poważnie? — odezwała się Musa.

— Nie... — odpowiedziała, przedłużając ostatnią literę, Ellen. — Ale i tak musicie stąd wyjść bez mojej pomocy — kontynuowała z uśmiechem na twarzy. — Powodzenia! Będę was obserwować — dodała i wróciła na drugą stronę. Wkrótce zniknęła za drzwiami swojej komnaty.

— Bardzo zabawne — rzuciła Stella.

— Nie przesadzaj. Przynajmniej mamy okazję pobyć razem — powiedziała pocieszająco Bloom.

— To duży plus. W grupie szybciej znajdziemy rozwiązanie — stwierdziła Layla.

— Prawda. Mamy teraz tylko jedno wyjście, czyli iść przed siebie — oznajmiła Musa i przeciągnęła się jakby dopiero wstała z łóżka.

— Nie możemy spróbować zniszczyć tej ściany? — spytał Brandon. Niektórzy ujrzeli błysk w jego oczach.

— Szczerze wątpię, czy jest to możliwe. Zresztą, to by było zbyt proste, nie uważasz? — spytał Sky. Rozumiał rozczarowanie, które widział na twarzy przyjaciela.

— Ellen jeszcze mówiła nam, że nie powinniśmy próbować nawet niszyć tych ścian. Raz, że to nie możliwe. Dwa, że może nas skrzywdzić, jak sama to ujęła — dodała Flora.

— Mój kwiatuszek mądrze mówi — powiedział Helia i uśmiechnął się do ukochanej.

— Skoro tak się sprawy mają, to faktycznie pozostaje nam tylko iść przed siebie — stwierdził Brandon.

Cała grupa udała się w głąb korytarza. Na dość długim odcinku zapanowała niemal całkowita ciemność. Magicy zrobili wtedy użytek ze swoich latarek. Riven przypomniał sobie tę scenę z małej jaskini na Cortag, kiedy używał swojej latarki do drażnienia Ellen. Wspomnienie wydawało mu się przynajmniej miłe. Uśmiechnął się pod nosem. W każdym razie, wszystko wskazywało na to, że nasi bohaterowie schodzą właśnie pod ziemię. W końcu dotarli do miejsca oświetlonego pochodniami w którym ujrzeli aż siedem przejść.

— Niechętnie to mówię, ale chyba nadszedł moment, w którym musimy się rozdzielić — stwierdził Sky.

— Nie możemy razem sprawdzić każdego korytarza? — spytała Bloom.

— Pewnie, że tak, ale zajmie to dużo więcej czasu.

— Nawet jeśli zrobimy tak, jak mówi Sky, to jak powiadomimy inne osoby, który korytarz prowadzi do wyjścia? — spytała zaciekawiona Layla.

— Teraz bardzo przydałyby się nasze telefony... — mruknęła Tecna.

— Ale są rozładowane. Jeśli ktoś z nas znajdzie wyjście, będzie musiał się wrócić, aby powiadomić resztę — stwierdził Brandon.

— Ten pomysł też mi się nie podoba — powiedział Timmy.

— Skąd wiecie, dokąd prowadzą te korytarze? Może struktura tej jaskini pozwoli nam się później spotkać? — spytała Musa.

— Masz rację. Będziemy zwyczajnie szli w ciemno — odparł Brandon.

— Jest siedem korytarzy do sprawdzenia. Jeśli dobralibyśmy się w pary, moglibyśmy sprawdzić sześć z nich — oznajmił Sky.

— Czyli dwie osoby powinny iść samotnie? — spytała Musa.

— Niestety, tak — odparł. — Ktoś chętny? — zapytał po chwili. Zapadła cisza na jakiś czas.

— Rany... — mruknął Riven. — Wielka mi rzecz! Ja mogę iść — zgłosił się.

— Co z tobą, Muso? — spytała Layla.

— Niezbyt mi to pasuje — przyznała czarodziejka.

— W takim razie idź sobie z Laylą, a ja pójdę sam — zaproponował Nabu.

— Nie jestem pewna — oznajmiła Layla.

— O nic się nie obawiaj, Laylo. Przypuszczam, że nic nam nie grozi. Ellen zapewne nie chodzi o to, żeby sprowadzić na nas niebezpieczeństwo, więc możemy iść osobno i nic nie powinno zagrażać naszym życiom — odparł uspokajająco.

— Dobrze więc. Pójdę z Musą, a ty idź sam. Zobaczymy się wszyscy później, prawda? — spytała Layla.

— Oczywiście! Jak mogłoby być inaczej? — odezwała się zdziwiona Bloom.

— Skoro mamy już wszystko ustalone, zajmijmy się tą jaskinią — powiedział Sky.

Nasi bohaterowie rozdzielili się i zniknęli w różnych korytarzach. Czas wlókł się niemiłosiernie. Poza tym, spacerowanie po korytarzach nie należało do zbyt odkrywczych i pasjonujących zajęć. Było to raczej monotonne. Ci, którzy szli mieli szczęście iść w parach, rozmawiali ze sobą.

— Czy pamiętasz, jak poszliśmy nad jezioro tamtej nocy po świętowaniu w Alfei? — spytała Flora. Właśnie przyszło jej na myśl to piękne wspomnienie.

— Jak mógłbym zapomnieć? To był chyba najpiękniejszy moment w moim życiu, wiesz? Dla takich chwil, naprawdę warto żyć — odpowiedział. Nastrój poprawił mu się od razu gdy zaczął o tym mówić.

— Mam jeszcze lepsze wspomnienie, możesz w to uwierzyć?

— Tak? A jakie? — spytał, udając zaskoczenie. Domyślał się w rzeczywistości, o czym ona mysli.

— Mój ukochany zostawił mi prezent w kopercie. Prezent, bez którego nigdzie się nie ruszam. Cały czas trzymam go na moim palcu. Jest naprawdę piękny i wartościowy dla mnie — mówiła. Wyglądała na bardzo szczęśliwą.

— Musisz być dla tej osoby niezwykle ważna, prawda? — spytał Helia.

— Rzeczywiście... — zastanowiła się. — On nawet chciał wyjść za mnie! — powiedziała głośniej, ucieszona. — Możesz to sobie wyobrazić?

— Wspaniale! Na kiedy zaplanowany jest ślub?

— Właśnie... — zaczęła powoli. — Nie wiem. Chciałabym, żeby mi powiedział. Ten brak pewności jest straszny, ale i... — zrobiła krótką pauzę, żeby znaleźć właściwe słowo — przyjemny. Żyję z nadzieją, jakby każdy dzień miałby być właśnie tym, na który czekam. Czy długo przyjdzie mi czekać? Ile jeszcze razy wstanę rano z łóżka ze złudną nadzieją, że to już ten dzień? I czy nadejdzie kiedyś ta noc, w której nie położę się do łóżka z myślą, że znów się pomyliłam? — pytała jakby zamyślona.

— Myślę, że i on bardzo pragnie, aby ten dzień nadszedł. Może on musi jeszcze poczekać? Czy nie ma żadnych spraw do załatwienia, zanim dotrze do momentu w życiu, w którym zacznie żyć tak, jak marzy?

— To takie prawdziwe... — zastanowiła się. — Wszystkich nas coś trzyma przy ziemi. Nie możemy odlecieć ze zbyt dużym bagażem. Coś trzeba zostawić. Z czegoś należy zrezygnować — mówiła swobodnie i płynnie.

— Jaki ciężar masz przy sobie? — spytał po chwili.

— Jestem jedną z nauczycielek w Alfei. To dla mnie faktycznie spora odpowiedzialność. Poza tym, powinnam dbać z przyjaciółkami, żeby świat był bezpieczny. Choćby dlatego tu jestem...

— Żeby móc dodać kolejny punkt do listy chronionych przez ciebie światów?

— Tak, choć sama do końca nie jestem pewna, dlaczego chcę to robić. Jestem dobrą czarodziejką, ale czy nie mogę żyć jak zwyczajny człowiek?

— Jak zwyczajny człowiek, mówisz... — zamyślił się na chwilę.

— Wiesz, gdybym tylko mogła oddać całą swoją moc, by móc żyć tak, jak choćby jeden człowiek na Ziemi, zrobiłabym to. Czyż to nie jest słodkie, żyć sobie bezpiecznie i nie brać odpowiedzialności za cały świat, prawda? Dbać głównie o siebie, zajmować się swoimi sprawami, mieć ukochaną osobę i tak sobie żyć, po prostu. Czy magia naprawdę jest mi do czegoś wtedy potrzebna? — pytała.

— Nie sądzę, żeby i moje umiejętności walki cokolwiek znaczyły, gdybym mógł żyć sobie tak, jak ty powiedziałaś. Ludzie na Ziemi to wielcy szczęściarze. Chcieliby posiadać magię, latać jak ptaki, mieć bardziej kolorowy świat. Codziennie egzystują sobie i nie widzą jak piękne jest to, co ich otacza... — dzielił się swoimi przemyśleniami.

— Szukają braków, a nie widzą tego, co mają. Choć przyznam, że latanie nad ich głowami jest całkiem przyjemne. Tego mogą nam zazdrościć — zaśmiała się.

— Gdyby każdy z nich posiadał skrzydła, szybko przestaliby je doceniać i stałyby się tak oczywiste jak nogi. Kolejny środek transportu, ot co.

— Całe życie i to, jakie jest, staje się oczywiste gdy się dorasta. Czyż nie jest tak, że zachwycamy się nim tylko jak jesteśmy bardzo młodzi?

— Dziecko będzie się dobrze bawić w kałuży, prawda? Dorosły człowiek potrzebuje do szczęścia pieniędzy, nie sądzisz?

— Tak. I to nie tylko po to ich potrzebuje, żeby przeżyć. Przecież wokół tego kręci się świat, prawda?

— Współczuję tym ludziom, którzy uzależniają swoje szczęście tak przyziemnych rzeczy.

— Tak, Helia, masz rację. Tylko powiedz mi, czy jeśli będziemy już żyć razem, to czy nie uzależnimy się od siebie? Czy może już nie jesteśmy?

— Jakoś nie wyobrażam sobie mojego życia, gdyby nie było w nim ciebie. Tak, jestem od ciebie uzależniony. Nawzajem jesteśmy. Nie wiem, czy to dobrze, czy to źle. Wydaje mi się, że w miłości to jest normalne — mówił. Ta odpowiedź okazała się dla niego trudniejsza do sformułowania niż pozostałe.

— Jeśli tobie lub mnie stanie się coś złego, albo jeśli ktoś odejdzie... To będzie niewyobrażalny ból. Czasem tak boję się tego, że wolę o tym nie myśleć. Jest mi wtedy łatwiej — wyznała.

— Myślę, że robisz prawidłowo. Jeśli dwie osoby się kochają, raczej żadna z nich nie zakłada ich rozstania. To dla mnie logiczne.

W tym samym czasie, również Bloom i Sky ucięli sobie pogawędkę. Doceniali to, że mają tyle czasu dla siebie. Ta misja zdecydowanie należała do tych bardziej przyjemnych.

— Zawsze myślałam, że moje przygody czarodziejki skończą się wraz z ukończeniem nauki w Alfei, wiesz? — zaczęła Bloom.

— Nie, nigdy tak o tym nie myślałem. Ale przyznaj, pomyliłaś się, prawda? — odpowiedział Sky.

— Tak. Poniekąd jestem wdzięczna Ellen za to, że nas wyciąga na takie wyprawy. Wcale nie musimy walczyć, a rozwiniemy się i nazbieramy miłych wspomnień.

— Mnie najbardziej interesuje ten podziemny świat. Już nie mogę się doczekać, by go zobaczyć — przyznał.

— Ah, byłabym zapomniała. Tylko, czy nie sądzisz, że może zmienić się nasze przeznaczenie?

— Przeznaczenie? Nie rozumiem? — spytał zdziwiony.

— Naszym obecnym przeznaczeniem jest chronić magiczny wymiar i oczywiście uczyć w Alfei, choć to raczej nasza rola drugorzędna. Skoro musimy przechodzić takie testy, to może Ellen chce, żebyś zamieszkały w tamtym świecie? — zapytała pełna wątpliwości Bloom.

— Nie, to raczej nie jest możliwe. Wydaje mi się, że nie mieszka tam nikt, kto się tam nie urodził.

— Skąd możesz to wiedzieć?

— Zwykłe przeczucie, Bloom — odparł. — Nie rozumiem tylko, czemu wierzysz w przeznaczenie?

— A ty nie wierzysz? — zdziwiła się.

— Kiedyś faktycznie mogłem to przyznać, ale już od dłuższego czasu myślę, że człowiek nie ma żadnego przeznaczenia i nikt nie jest mu przeznaczony. Może nam się wydawać, że żyjemy dla czegoś, ale nie da się raczej założyć, że to przeznaczenie. Po prostu taką obraliśmy ścieżkę w życiu lub... — zamilknął na chwilę — ktoś zrobił to za nas.

— Widzę, że nieustannie się zmieniasz. Dzieje się to tak szybko, że nawet tego nie dostrzegam — powiedziała i ucichła na moment. — Tylko, co z nami? Nie uważasz, że jesteśmy sobie przeznaczeni?

— Hmm... — zastanowił się. — Widzisz, to zależy jak na to spojrzeć. Ty możesz sądzić, że tak jest. Diaspro może uważać inaczej, prawda? To zależy od naszej perspektywy. Gdy mnie nie było, zapewne uważałabyś, że ktoś inny jest tobie przeznaczony. To wydaje mi się oczywiste.

— Eh, Diaspro — westchnęła czarodziejka.

— Co z nią? Widziałaś ją niedawno? — spytał zaciekawiony.

— Tak, owszem. Pojawiła się w moim śnie, jako sprawczyni wszelkiego mojego zła. Zabrała mi po prostu wszystko to, co dla mnie jest cenne. Rodzina, królestwo, ty... — mówiła.

— Przyjaciół także?

— Trudno powiedzieć, ale można tak założyć — stwierdziła.

— Co masz na myśli?

— Nie przypominam sobie, żeby oni gdzieś zniknęli. Pod koniec snu zostałam jednak uwięziona we własnym królestwie więc, pod pewnym względem, ich też utraciłam.

— Skąd u ciebie takie koszmary? Ja jeszcze żadnego nie miałem odkąd tu jesteśmy i wątpię, by to się zmieniło.

— Wiesz, to pierwszy taki drastyczny przypadek u mnie. Zwykle rzadko miewam koszmary, więc ja też jestem zaskoczona. Wygląda na to, że mam nieuświadomione obawy i właśnie wyszły na jaw. W sumie to dobrze, że tak się stało. Zaraz jak wrócimy z Inestion, chciałabym zobaczyć moich rodziców. Długo ich już nie widziałam, za długo.

— Wybiorę się z tobą. W końcu, twój sen był także o mnie.

— Pasuje mi to — uśmiechnęła się.




Minęła już prawie godzina odkąd grupa się rozdzieliła. Eksploracja każdego z korytarzy przebiegała na innym etapie. Niektórzy dalej szli przed siebie, dla innych droga się skończyła. Stało się tak dla Tecny i Timmy'ego, Stelli i Brandona oraz Bloom i Sky'a. Te trzy pary natrafiły na ścianę i z początku każdemu wydawało się, że są tylko dwie opcje. Pierwsza, zawrócić. Druga, zaczekać na osobę, która za jakiś czas znajdzie wyjście i przyjdzie powiadomić o tym pozostałych. Żadna z par nie podjęła jednak żadnej z tych decyzji. Stało się wręcz przeciwnie. Wszyscy zastanawiali się, co zrobić i czy oby na pewno nie istnieje trzecie wyjście z tej sytuacji.

Riven przemierzał swój korytarz truchtem i w ciszy. Doszedł do wniosku, że jeśli to akurat jemu przyjdzie znaleźć wyjście, pozostanie mu jeszcze wrócić, żeby przekazać to pozostałym. Z tego powodu wolał nie tracić czasu na spokojnym spacerku, czyli tak, jak reszta grupy. O swoją kondycję się nie martwił. Do treningów w Czerwonej Fontannie zawsze się przykładał. W pewnej chwili dotarł do miejsca przypominającego to z początku jaskini. Było świetnie oświetlone pochodniami i miało spore rozmiary. Na samym końcu znajdowały się wielkie, owalne wrota. Riven podszedł do nich bliżej, obejrzał je i dotknął dłonią. Szukał jakiegoś sposobu, żeby je otworzyć, ale nie znalazł żadnego przełącznika w pobliżu. Zamyślił się na parę chwil. Jaką powinien teraz podjąć decyzję?

Jeśli ktoś uważa, że Ellen siedziała w tym samym czasie u siebie, w przytulnej komnacie i oglądała seriale to jest w dużym błędzie. Elfka wkrótce po tym, jak zostawiła Winx i magików samych, dołączyła do nich. Co prawda trzymała się w ukryciu, lecz nie da zaprzeczyć temu, że i ona przebywała w jaskini. Obserwowała tak, jak obiecała. Nie mogła być oczywiście w każdym miejscu na raz, więc śledzenie wszystkich z grupy odpadało. Wolała dojść do wyjścia i zaczekać aż zjawi się tam cała grupa. Tak się złożyło, że podążała tym samym korytarzem co Riven. Ta droga należała do tych najkrótszych, prowadzących bezpośrednio do wyjścia. Elfce udało się dojść do celu bez zdradzania swojej obecności.

Ellen stała właśnie w cieniu i obserwowała z ukrycia zachowanie Riven'a. Minęło kilka minut. Kobieta zauważyła, że on niezbyt wie, jak sobie poradzić, dlatego postanowiła wprowadzić mu trochę atrakcji. Posłużyła się swoją magią, aby utworzyć istotę przypominającą ducha. Efekt jej czaru pojawił się kilka metrów za Riven'em i powoli zbliżył się do niego. Mężczyzna obrócił się szybko.

— Nieźle, prawie udało ci się mnie przestraszyć — przyznał. — Co tu robisz? — spytał i nie usłyszał odpowiedzi.

— Cichy typ, tak? — zapytał po chwili. Wyciągnął swój świetlny miecz. Nagle, wokół niego zaczęła tworzyć się od ziemi magiczna ściana, podobna z wyglądu do tej, którą widział już wcześniej. Riven zareagował błyskawicznie i zdążył wyskoczyć z pułapki, zanim byłoby na to za późno. Jednym ciosem sprawił, że duch rozpłynął się w powietrzu. Kolejna ściana zaczęła rosnąć wokół niego od ziemi. Mężczyzna wykonał kolejny skok. Cała sytuacja powtarzała się w kółko. Z początku było to dla niego trochę zabawne, że ktoś bawi się z nim w tak banalny sposób, jednak po około minucie, zaczęło się to robić raczej irytujące.

— Ellen! Wiem, że to ty za tym stoisz! — krzyknął. Na chwilę to pomogło, ale elfka nie zamierzała tak szybko się poddawać. Wolała jedna, na wszelki wypadek, schować się gdzieś indziej. Obecna kryjówka nie wydawała się jej już właściwa. Ledwo uczyniła jeden krok, a ktoś znalazł się za jej plecami i chwycił ją za barki. Drgnęła z zaskoczenia.

— Mam nadzieję, że dobrze się bawisz. Mi nie jest tak do śmiechu — powiedział żartobliwie Riven.

— Wybacz, mi też zdarza się czasem nudzić. Musiałam znaleźć sobie jakąś rozrywkę — odparła uśmiechnięta Ellen.

— Hmm... — zastanowił się. — Nie otworzę tych wrót sam, prawda?

— Zgadza się. Będziesz potrzebował czyjejś pomocy, ale nie mojej. Więcej wskazówek ci nie dam. Pójdę już. — Zawróciła i poszła przed siebie. Riven zastanowił się przez chwilę, czy to jest dobry moment na to, by coś jej powiedziecieć. Wahał się, co niezbyt do niego pasowało, ale nie chciał tego odkładać, więc zdecydował się zrobić to właśnie teraz.

— Zaczekaj! — krzyknął za nią. Ellen odwróciła się i spojrzała na niego pytająco. Riven lubił to jej spojrzenie wyrażające zaciekawienie.

— Możemy mówić ci o naszych snach, prawda? — spytał i podszedł do niej powoli.

— Nie musisz tego robić, jeśli sądzisz, że to zbyt osobiste — wytłumaczyła. — Wystarczy mi tylko potwierdzenie, dobrze?

— Nie mogę dać ci potwierdzenia, że miałem sen — odparł.

— W takim razie, o co tobie chodzi?

— Ponieważ większość naszego czasu spędzamy samotnie w komnatach, uważam że miałem kiedy pomyśleć nad pewnymi sprawami. Tak, jak nigdy dotąd... — zrobił krótką przerwę. — Żaden z moich snów nie był jednak wartościowy. Może to dlatego, że nie wierzę zbytnio w te duchy, o których mówiłaś.

— W porządku, ale czy mógłbyś przejść do rzeczy? — jej ton wyrażał prośbę. Widocznie nie planowała pogawędek, kiedy musi nadzorować przebieg misji.

— Zastanawiałem się nad nami — powiedział wprost i poważnym głosem.

— Nami? — Ellen otworzyła oczy szeroko ze zdumienia. Przełknęła ślinę głośniej niż zwykle.

— Zgadza się — potwierdził powoli. — Doszedłem do wniosku, że tylko ty akceptujesz mnie w pełni takim, jakim jestem. Czy to nie dziwne, że los nam sprzyja i pojawiły się takie zbiegi okoliczności, które nas zbliżyły do siebie? — spytał i zapadła cisza.

— Dlaczego nic nie mówisz? Jestem całkowicie poważny. Naprawdę chcę być z tobą — powiedział po chwili. Tak bardzo liczył, że ona będzie tego samego zdania.

— Nie, nie mogę się na to zgodzić. Zresztą, pomyślałeś o Musie? — spytała z wyrzutem.

— Jak mówiłem, miałem wystarczająco dużo czasu na przemyślenia. Musa... — zamilkł na krótką chwilę. — Ona wcale do mnie nie pasuje. Tyle lat minęło, a ja byłem taki ślepy. W ogóle tego nie zauważyłem, wiesz? To prawda, że mamy ze sobą trochę wspólnego, ale ona mnie nie akceptuje, dlatego ciągle się kłócimy. Chcę zakończyć nasz związek. Chcę być z tobą! Może i za wcześnie na te słowa, ale myślę, że cię kocham — mówił. Szczerość biła z jego oczu. Ellen nie wiedziała, co mu odpowiedzieć. Zupełnie się nie spodziewała, że on coś takiego kiedyś jej wyzna. Wiedziała, że ją lubi, ale żeby mógł pokochać? Ellen miała właśnie zebrać kilka słów składających się na jej odpowiedź, ale poczuła silny, magiczny pocisk. Upadła z Riven'em na ziemię.

— Trochę przesadziłaś, Muso! — zwróciła jej uwagę Layla. Od tej strony nie znała jeszcze swojej przyjaciółki.

— Jak mogłeś mi to zrobić?! Zdradzasz mnie? Z nią? — pytała zdenerwowana czarodziejka. Riven i Ellen wstali szybko z ziemi.

— Tak, ponieważ nasz związek nie ma sensu — odparł zdecydowanym tonem.

— Pamiętasz te wszystkie obietnice, które mi złożyłeś? Czy zapomniałeś już o tym, co razem przeszliśmy?

— Po co mi to wypominasz? Myślisz, że o tym zapomniałem? Przecież wziąłem to wszystko pod uwagę.

— I co? Jakieś wnioski?

— Tak, to jest przeszłość. Teraz nie jest mi z tobą dobrze, a w przyszłości wcale nie będzie lepiej. Różnimy się od siebie zbyt bardzo. Nie widzisz tego?

— To nie jest przecież istotne!

— Właśnie, że tak! Gdyby nie było, nie podjąłbym decyzji o naszym zerwaniu. Zresztą, sama zawiesiłaś nasz związek. Już nie pamiętasz?

— Wiesz, co? Gdybym wiedziała na samym początku naszej znajomości, że jesteś takim śmieciem, nigdy bym się do ciebie nawet słowem nie odezwała! Idź, baw się dobrze! Wcale nie jesteś mi do niczego potrzebny! Nie chcę cię więcej widzieć! — krzyknęła. Wyglądała na twardą. Na jej twarzy nie było widać łez, ale wewnątrz czuła się bardzo skrzywdzona.

— A co do ciebie... — Musa wskazała palcem na Ellen. — Nie wiem, co jeszcze przede mną ukrywasz. Jestem pewna, że wydarzyło się więcej między wami niż to, do czego się przyznajesz. Teraz znowu udajesz świętą, prawda? On wyznał, że mnie kocha, ale ja przecież wcale tego nie chciałam i w żaden sposób do tego się nie przyczyniłam, prawda? — pytała i mierzyła ją wzrokiem. — Na pewno coś musiałaś zrobić i już nawet nie chcę wiedzieć, co. Przez pewien czas myślałam, że można ci zaufać, ale to nie prawda. Dalej jesteś moim wrogiem. Nie chcę cię widywać. Najchętniej zrobiłabym ci krzywdę... Wypisuję się. Nie biorę udziału w tej misji — powiedziała stanowczo.

— Szanuję twoją decyzję i przepraszam — odpowiedziała po chwili. — Nie będę kłamać, bo myślę, że i ja dorzuciłam swoje cztery grosze, jeśli chodzi o Riven'a. To, że mogłam to zrobić nieświadomie, wcale mnie nie tłumaczy.

— Już tu jesteście? — spytała nagle Flora.

— I co to za krzyki? Coś się stało? — dołączył się Helia. Trzymał czarodziejkę natury za jej dłoń.

— Owszem, stało się. Musicie wiedzieć, że Riven i Ellen są razem — ogłosiła Musa.

— Chcesz powiedzieć, że zostałaś zdradzona przez Riven'a? — spytał Helia.

— Do tego właśnie zmierzam. To już oficjalne — odparła.

— Jak mogłeś jej to zrobić? — spytała z niedowierzaniem Flora winnego magika.

— Nie widzę powodów, abym musiał się komukolwiek tłumaczyć z moich decyzji. Musa usłyszała to, co chciałem jej przekazać. Nasz związek to już przeszłość. To wszystko, możecie się rozejść — mówił Riven.

— Tylko tyle? Tak po prostu możesz sobie to podsumować i skończyć? Zachowałeś się jak nieodpowiedzialny dzieciak! — powiedziała głośno Flora.

— Zajmij się swoim związkiem, maleńka. W mój nie musisz się mieszać — odparł. Czarodziejka już nic nie powiedział. Nie wiedziała, jak ma się ustosunkować do tego, co usłyszała. Nie chciała się dalej kłócić z Riven'em, więc pierwsza postanowiła odpuścić.

— W tej sytuacji powinniśmy wszyscy się uspokoić — przemówiła Layla. — Ellen, może pozwolisz Musie odpocząć, a my zajmiemy się misją, dobrze? — zaproponowała.

— Nie. Nie, Laylo. Tu nie chodzi o odpoczynek. Powiedziałam wcześniej, że się wypisuję. Natychmiast wracam do Alfei — oznajmiła stanowczo Musa.

— Czy to nie jest pochopna decyzja? Może dasz sobie jeszcze trochę czasu na zastanowienie? — spytała.

— Skądże. Doskonale wiem, co robię. Ktoś, kto podawał się za moją przyjaciółkę, w rzeczywistości niszczył mój związek za moimi plecami. Spróbuj postawić się w mojej sytuacji, a wszystko zrozumiesz — odparła.

— Nikt z nas nie może cię zatrzymać.

— W porządku. Pójdę przodem, a Musa za mną. Pozwolę jej opuścić zamek — wypowiedziała się Ellen.

— Pozwolisz... — powiedziała sarkastycznie czarodziejka muzyki. — Jak to dobrze, że jesteś tak łaskawą osobą — dodała.

— Rozumiem, że możesz być zła na mnie, ale proszę, nie obrażaj mnie. Nie życzę sobie tego. — Elfka zabrzmiała bardzo poważnie. Jej głos mógł też budzić delikatny strach.

— Nie masz prawa mnie ograniczać, a już szczególnie teraz. Mogę robić wszystko, co zechcę — odparła czarodziejka muzyki.

— Tak, ale nie wszystko warto. — Ellen poszła w kierunku korytarza z którego przyszła. Musa już nic nie mówiła, tylko podążała za nią w pewnej odległości. Ciągle miała ochotę cisnąć w nią choćby magicznym pociskiem, jak zrobiła to wcześniej. Pomimo emocji, jakie się w niej kłębiły, zdawała sobie jednak sprawę z konsekwencji, które mogłyby wyniknąć, gdyby zaatakowała ponownie Ellen. Zachowywała się ostrożnie. W przeciągu godziny, Musa zabrała swoje rzeczy i opuściła Inestion.

Samotnie szła w kierunku Alfei. Wiatr pełen drobnego pyłu wiał jej prostu w oczy. Czarodziejka czuła się dotkliwie zraniona. W trakcie drogi doszła do wniosku, że już nigdy nie zaufa do tego stopnia żadnemu mężczyźnie. Nie chciała po raz drugi tak się zawieść. Blisko godzinę później, leżała już na swoim łóżku w szkole czarodziejek. Zmarzła na dworze. Tego dnia niebo było zachmurzone i temperatura wynosiła niewiele więcej niż zero stopni. Musa leżała i wpatrywała się w sufit. Czuła smutek i pustkę. Nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Poczułaby się wspaniale, gdyby nagle okazało się, że ostatnie wydarzenia to tylko sen. Nie, jednak nie tym razem. Czarodziejka odniosła wrażenie, że przez resztę życia będzie rzeczywiście samotna.